/Szkola_Wyzsza_Realna_w_Kielcach.djvu

			I' 


- 
-. 

. 



 



 -
 
-


-
---1 
: SZKOLA WYŻSZA REALNA: 

 
 

 'v Ii"ieIPHPh 
 

 
 

 1845 - 1869 r. 
 

 
 

 
 , 

 H:lpiS:łł 
 

 F e I i k s R y b a r ski. 
 

 
 

 
-- 
 

 
 

 

 

 

 


KIELCE 



 

 

 


w Drukarni "Gazety Kieleckiej". 


1 

..... 


\.. 


. ---............... 
-...........-

-
- -
--
:::)- .. . 



I' 


- 
-. 

. 



 



 -
 
-


-
---1 
: SZKOLA WYŻSZA REALNA: 

 
 

 'v Ii"ieIPHPh 
 

 
 

 1845 - 1869 r. 
 

 
 

 
 , 

 H:lpiS:łł 
 

 F e I i k s R y b a r ski. 
 

 
 

 
-- 
 

 
 

 

 

 

 


KIELCE 



 

 

 


w Drukarni "Gazety Kieleckiej". 


1 

..... 


\.. 


. ---............... 
-...........-

-
- -
--
:::)- .. . 



SZKotA WYżSZA REALNA 


"'VV Kielcach 


:J.B4B - 1862 r. 


napisał 


F e I i k 8 R Y b a r 8 k i. 


.jijaJr' dk
 


KIELCE 
w Drukarni "Gazety Kieleckiej". 


1SSS. 



3ł3.5'(
?>
.13
) "184'5 11£Gt" (O
1\ 
"I 



\\m 1/ 

 kI_I.. 
» ','f-9-i 

' 
«3 iH. . 
1) 116M f;t 


,n;03Bo
eHO I
eH3ypom. 
BapmltBa, 17 AoptJIH 1888 rO)l;a. 


11111111111111111111 
204773 



. ." 

 ;'1 

 =,.
_ '
 
 
 - 
 - lO ;oj, 
__--.--- 
 
, 'I j 
O . ' 

 _ , 111 --, ., 
- 
.. 

o -,- 
,- ol 
_ _ 
_ .:.:::::... ..: 
 'i 


:L 


j- 
I., 
--- ,---,- '_"'..."'_--=o,
_ _ l' 

. .: {
JjC i 

 . 
 tr

itft!
 I 
It- ----'----
---. ------
 

( !PiIJf_-;f
 
- 1 

 - . - ,- 1 


 
1-18'{
 : - " 
--' -
r _C' = ' 
-- _" ,_--- 
=o-,,
: - ,/ _:_ - 
-
 t !

r / 
r 
: -;
 


'II- 


r- 


---'- 


L 


'- 
 
' 
 -- =--- 

 ==" - '- = - 
c _co - 
- :r 
t
F 
B
--- 
-.- - - , ,I 

' j:a
. 
 
> .
 I


 I
'-I 
----- __o 
--- 
--........... 


L 



 
 
 
r
 
.--:
 
[CIl - 
= 
 
-- .-ei ..
 - 
 


-------- 


-......::. 
---........... 
--- 
--- 
---- 
..............-- 


I;'=
L Ilmll_f 
-
 I-
'-- 
ił
- '. -
'\ ,-\ 
r'
L ) =, " 


- II 



 


, 
,)1 


-== 
= 
cc:S 
= 
= 
:::::...:::: 

 
cc:S 
= 
cc:S 
= 
c::c= 
cc:S 
ł--,j 
= 
-ł--,j 
==---. 
::3= 
cc:S 

 
=> 
...:::.-:::: 
ł--,j 

 


\ \ 


) 


i 1 


-= 


, ,- 


:;: 
.
 
.
 
c 
er:. 


.,; 
12 




 


" 


- 



-,- 


Szkoła Wyższa Realna w Kielcach. 
(1845 - 1862). 
Do XVIII wieku w Kielcach, oprócz szkoły parafij,lnej, innych 
szkół publicznych nie bylo. Dopiero Konstanty Felicyjan Szaniawski, bi- 
skup krakowski (1719-1732 r.), sprowadziwszy do Kielc ksi
iy Kom- 
munistów, zwanych w Police Bartoszkami od imienia ich założyciela 
Bartłomieja Holzha.uzera, poruczył im wyłącznie kierunek szkół publicz- 
nych. W 1724 r. 24 Marca zacz
to kopać fundamenta pod gmachy se- 
minaryjski i szkolny, a jui 1727 roku l Września nastąpiło uroczyste 
otwarcie szkół kieleckich i wykład nauk. Akademija krakowska z począt- 
ku niechętnłł była otwarciu szkół publicznych w Kielcach i oddaniu ich 
pod kierunek Bartoszków, gdyż ci nie od rektora akademii, lecz od swe- 
go prezesa zależeć mieli. Biskup Szaniawski w liście pisanym do rektora 
akademii zapewnił tego ostatniego, że profesorowie szkół kieleckich, co 
do programu i wykładu nauk, b
d'i si
 ściśle stosować do przepisów 
akademii a otwarcie szkół wyższych w Kielcach uwab za kouieczne, 
gdyż szkoła elementarna kielecka nie moie zadosyć uczynić potrzebom 
mieszkańców Kielc i okolicy. Wkrótce tei szkoły kieleckie zyskały u- 
znanie akademii krakowskiej, która poczytała je za swoj
 kolonij Ił 
i w r. 1735 Dadała im berb ich fundatora i oznaki służ lice dla profe- 
sorów wydziału akademickiego. Po utworzeniu Komisyi Edukacyjnej 
w 1773 r. i szkoły kieleckie przeszły pod jej zarz'id. Miały one trzy klasy 'I 
o trzech profesorach, a kurs każdej klasy był dwuletni; uczniów bywało 
w nicb, jak na owe czasy, bardzo wielu, gdyż niekiedy przeszło dwustu. 
Z raportów wizytatorów widać, że szkliły te były sumiennie i dobrze 
prowadzone. Po rozdziale kraju, Kielce przeszły pod panowanie austry- 
jackie, a szkoły kieleckie i nadal zostawały pod zarz'idem Kommunistów, 
pod nazw'i Cesarsko- Król
wskiego Gimnazyjum, o pięciu klasach. 
Następstwem wojny 1809 roku między innemi było przył'iczenie 
Kielc do Księstwa Warszawskiego i przejście szkół pod zarz'id Izby 
Edukacyjn
j. Wskutek jednak napływu w 1809 r. wojsk rótnej broni do 
Kielc, gmach ezkolny zajęty został na lazaret wojskowy i przez nieo- 
strotność żołnierzy zgorzał. Po spaleniu szkół Kieleckich, z powodu bra- 
ku miejsca, gdzieby młodzież mogła pobierać nauki, takowe prawie przez 
rok cały zawieszone były. Po roku jednak staraniem Izby Edukacyjnej 
odnowiono w części gmach szkolny i otwarto szkoły pod nazw'i Szkół 
Wydziałowych Kieleckich, posiadajlłcych cztery klasy, oprócz klasy ele- 
mentarnej. W 1816 f. Komisy ja H.zfidowa Wyznań Religijnych i Oświe- 



4 


cenia Publicznego otworzyła w Kieleach Szkołf Wojewódzką. Szkoła 
ta w roku szkolnym 18 J6 / u miała tylko klasy III i IV, do których ucz- 
niowie przeszli głównie ze szkoły Wydziałowej, a ta ostatnia zamienion'i 
została na Podwydreiałową o dwóch klasach. Szkole Wojewódzkiej co 
rok przybywała jedna klasa, tak, że w roku szk. 18 1 '/'0 miała przepi- 
SaBIł liezbę klas sze8ciu. Szkoła zaś Podwydziałowa reskryptem Komisyi 
Rz¥. Wyz. ReI. i 08W. pubI. pod dniem 10 Sierpnia 1819 r. ]U 5013, 
została przyłlłczon'i do Szkoły Wojewódzkiej. Szkoła Wojewódzka istnia- 
ła do r. 1831, w którym, podobnie jar wszystkie inne wyższe zakłady 
naukowe w 
rólestwie, została zamkniętlł na kilka miesięcy. W r. 1832 
otwart'i została w Kielcach Sikoła Wydziałowa, czteroklaaowa i takowa 
istniała do końca roku szkolnego, poczem w tymże 1832 r. została zam- 
knięt'i i dopiero w dniu 1 Pażdziemika 1833 r. otwarto w Kielcach Gim- 
nasyjum Wojew6dzkie, ośmioklasowe, maj'iee w pierwszym roku szkol- 
nym 183 1 /. tylko klas sześ6; co rok jednak przybywało po jednej klasie 
tak, że w r. s. 183 1 / 6 posiadało wszystkie osiem klas. Od klasy szóstej 
pocz'iwszy przedmioty nauk dzieliły się na dwa oddziały: filologiczny i 
technicsny. W roku 1836 nazwę: Gimnazyjum Wojew6dzkie przemieniono 
- Da Gimnazyjum GUbernijalne. 
Kurator Okr. Nauk. Warsz. reskryptem swym z dnia 27 Maja 1840 r. 
za Na 1641 zawiadomił dyrektora gimnazyjum, ił na zasadzie decyzyi 
Najjaśniejszego Pana z dnia 14 Marca 1840 r.GimnazyjumGu- 
bemijalne w Kielcach z końeem roku szkolnego zamkni
te zostaje. Przy- 
czynił zamkni
cia gimnazyjum było samowolne opuszczenie takowego 
przez kilkunastu uczniów w zamiarze udania się za granicę. 
Przez lat cztery nie było w Kielcach zakładu naukowego rZ'ido- 
wego, tylko czteroklasowy instytut prywatny Fryderyka de Lippa. Do- 
piero z woli N aj j a śn i e j s z e g o P a n a, objawionej dnia 27 Grudnia 
1843 r., czteroklasowa Szkoła Powiatowa z Pińczowa przeniesionlł zosta- 
ła z pocz'itkiem roku szkolnego 184./ 1 do Kielc. 
Minister Oświeeenia Publicznego w odezwie swej z dnia 27 Marea 
1845 r. za ]U 3167, zawiadomił Zarz'idzaj'icego Warsz. Okr. Nauk., te 
w dniu 21 Marca 1845 r. N ajwyłej rozkazano: liczbę szkół powiato- 
wych, które były przygotowawczemi zakładami do gimnazyjów, ograni- 
czyć do koniecznej potrzeby; zmniejszyć równieł liczbę istniej"cych filo- 
logicznych gimnazyjów, tak iżby w każdej gubemii, wyjlłwszy warszaw- 
skiej, było nie więcej nad jedno podobne gimnazyjum. W miejsce za' 
zamkni
t1ch, otworzyć Wyższe Realne Zakłady, szczególniej zaś w Ka- 
liszu, Kielcaeh lub Siedlcach. Z polecenia Kuratora Okr. Nauk. 
Warsz. pod dniem 23 Sierpnia, 1845 r. ]U 7125 wydanego, szkoła po- 
wiatowa w Kielcach z POczlłtkiem r. s. 184 1 /. przemienioDIł została na 
Szkoł
 Wyłszlł Realn'i z dlłżności'i technologiezno-gómicZ'i o 6-ciu kla- 
sach. W pierwszym roku otwarte zostały pierwsze cztery klasy, a z kai- 
dym następnym rokiem przybywało po jednej wyższej klasie tak, że 
w r. s. 184'/. Szkoła Realna posiadała wszystkie szeM klas. Z byłej 



5 


szkoły powiatowej pozoBtawiono na r. B. 184 5 / 6 trzy klasy: drug'i, trze- 
ci'i i czwart'i; na r. B. 184 6 / 1 : trzeci'i i czwartą; na r. B. 184 7 / 8 : czwar- 
tli. Ci zaś uczniowie, którzy świadectwa z ukończenia tejże Bzkoły w r. 
1848 nie otrzymali, udać 
ię mUBieli do innych Bzkół filologicznych. Szko- 
ła powiatowa w Kielcach w pierwszem półroczu r. B. 184'/5 miala 339, 
a w drugiem 313 uczniów; pierw8ze trzy klaBY miały po dwa oddziały. 
W r. B. 184 5 /. było w klasach filologicznych 88 uczniów; w r. 184 6 / 7 -57 
i w r. 184 7 / 8 -25 uczuiów. 
Plan nauk w Szkole Realnej kieleckiej z dążnością technologiczno- 
górniczą był: 


Liczba godzin w tygodniu. Ogół I 
](g PRZEDMIOTY. I , II I III I IV I V I VI lekcyj 
wty
. 
1 Religija i hiBtoryja święta . 3 3 
 
I 1 1 13 
2 Język ruBki . . 5 5 4 4 4 26 
3 J
Zlk polski . . 4 4 4 2 1 1 -16 
4 Język niemiecki . . . 3 3 -3 2 2 2 15 
5 Arytmetyka . 4 4 4 4: - - 16 
6 Buchhalteryja . . . . - - - - 1 1 2 
7 AIgiebra . . . . . - - - - 2 3 5 
8 Trygonometryja . . - - - - 2 - 2 
9 Sekcyje koniczne . . - - - - - 2 2 
10 Gieometryja . . . - 2 4 4: - - 10 
11 Gieometryja opiBująca . . - - - - 2 2 4 
12 :Mechanika ogólna . - - - - - 3 3 
13 Wiadomości z nauk przyrodzo- 
nych i hygieny . 3 3 3 4 - - 13 
14 Zoologij a . . . . . - - - - 2 - 2 
15 Botanika . . . . . . . - - - - 2 - 2 
16 Mineralogija . . . - - - - - 2 2 
17 Fizyka ogólna. . . . . - - - - 2 2 4 
18 Chemij a ogólna . . . . . . - - - - 2 2 4 
19 Gieografija z wiadomościami Bta- 
tYBtycznemi . 2 2 2 2 2 - 10 
20 Wiadomości z historyi powBzech- 
nej . . . . . . . - - - - 2 2 4 
21 Rysunki. . . . . . . . il 3 3 3 2 2 17 
20\ Kar fi' 3 2 1 - 10 
.. Igra .In. . . . . . . - 
23 Nauki technologiczno-górnicze -r- - I .1- 3 3 10 
Razem . . 1 ;
2 I 32\ 321 32 1 321 321192 


uw AGI. Śpiew kościelny i nanka religii ł-innyrh wyznań dawa- 
ne były w czasie wolnym od lekcyj, planem przepiBanych. I 



6 


Po rozpoznaniu przedstawienia Kuratora Warsz. Okr. Nauk. z dnia 
14 Sierpnia 1856 r., Minister Oświecenia zezwolił reskryptem swym 
z dnia 22 Sierpnia r. 1856, aby dla ułatwienia młodzieży pobieraj
cej na- 
uki w gimnazyjum realnem w Warszawie i w wyższych szkołach real- 
nych, a mającej zamiar wstąpienia do otworzyć się mającej Cesar- 
sko-Królewskiej Akademii )Iedycznej, wykładanym był w godzinach wol- 
nych język łaciński, z poruczeniem onego dwóm nauczycielom w każ- 
dym z tych zakładów, za dodatkowem za to wynagrodzeniem, po 150 
rs. rocznie. Wykład języka łacińskiego zaczynał się od klasy trzeciej. 
W szkole kieleckiej wykładali jęz. łaciński nauczyciele: Dnchnowski 
i Przeorski, począwszy od r. s. 18£)6/ 7 do 18 6 °/ m a uczących się tego ję- 
zyka było: 
W r. s. 185 6 / 7 - 75 uczniów, na 140, czyli 54'1: 
" " " 185 7 / 8 - 7-! " "163,,, 45% 
" " " 185 8 / 9 - 77 " "204,,, 38% 
" " " 18 u / 60 - 78 " "218,,. 36% 
1860 1 - 87 287 , " 300- 
" " "61 "" AJ 
Zapis i egzamin a wstępne odbywały się zwykle od 1 do 10 Sierp- 
nia. Opłata szkolna do r. 18;-)1 wynosiła w czterech niższych klasach po 
rs. cztery rocznie, a w dwóch wyższych po rs. sześć; zag od r. 1851: 
\V czterech niższych po rs. osiem, a w dwóch wyższych po rs. piętnaście, 
która to opłata przy zapisie uiszczać się winna. Uczniowie wchodzący 
do klasy piątej tak ci, którzy '" tej szkole z klasy czwartej byli pro- 
mowani, jak i ci, którzy z innych szkół przybywali, byli przed zapisem 
IJOwoływani do egzaminów indywidualnych, dla przekonania się, czy są 
dostatecznie usposobieni do słuchania nauk w klasie piątej. 
Po ukońezeniu zapisu następowało uroczyste otwarcie rocznego bie- 
gu nauk. Zgromadzonym po klasach uczniom odczytywano ustawy i prze- 
pisy szkolne z mocnem poleceniem ścisłego stosowania eię do nich. Przy- 
pomniano młodzieiy, aby nie traciła napróżn/) drogiego czasu, lecz' szcze- 
rze i sumiennie wzięła się d,) pracy dla zdohycia nauki, która jest praw- 
dziwym skarbem człowieka, aby była posłuszn'i i uległ'i starszym. 
Lekcy je zaczynały się od godziny ósmej rano i trwały do dwnnastej 
w południe, a następnie od drugiej do czwartej .po południn. Dwa razy 
Da tydzień były dnie rekreacyjne, w które to dm lekcyj e trwały tylko od 
8 do 12-ej godziny. 
Dla większego dozoru uczniów w szkole i poza szkoł'i ustanowio- 
ne były dyżury szkolnc i rewiry miejskie. Dozór uczniów w szkole 
utrzymywany był przez inspektora szkoły i jego p0!ll0cn
ka, któr.zy z"!y- 
kle znajdowali się na korytarzach przed rozpoczęciem I w cr,aSle zmIan 
lekeyj. Oprócz tego nauczyciele w tym względzie nieśli pomoc zwierz- 
chności szkolncj, przychodząc na dyżury, według ustanowionego porząd- 
ku, zwykle po trzech z 
ana i po południn.. 0. godzinie 12
ej i .ł.-ej. in- 
spektór lub jego pomocmk przeglfidał przymeBlone przez pramnsów dZlen- 



7 


niki klasowe, a zapisanym za niedbalstwo, niespokojnoić lub inne wy- 
kroczenia naznaczał odpowiednie kary. 
Zwiedzanie stancyj uezniów, tak z rana jak i wieczorem, zalecane 
było jak można naj częstsze, przyczem przeglądano książki, kajety i in- 
ne rzeczy uczniowskie. Wizyty swoje zwiedzający zapisywali w dzienni- 
kach znajdujł}cych się na każdej stancyi, uwagi zaś lub większe wykro- 
czenia zapisywali w książce do tego przeznaczonej, a znajdującej si
 
w kancelaryi szkolnej. Dozór zewnętrzny uzupełniał się jeszcze tym sposo- 
bem, źe inspektór codziennie po godzinie 9-ej z rana i po 3-ej po połu- 
dniu odbierał Ol. primusa każdejA klasy listę nieobecnych uczniów i do 
takowych posyłał swego pomocnika dla przekonania się o powodach 
ich nieobecności, a niekiedy i sam inspektór czynność takową spełniał. 
Nad.to od r. 1853 byli dodani dla nadzoru uczniów dozorcy (,D;H,D;bRII), 
zwykle podoficerowie, wyszli ze służby wojskowej. 
Odnośnie zwiedzania stancyj uczniów i dozoru nad nimi poza szko- 
ł'i, były dość często wydawane przez Kuratora odpowiednie rozporz,,- 
dzenia np. z dnia 26 Lutego 1846 r. 1i2 1384; z dnia 1--! Stycznia 1854 

iI 314. W tym oliltatnim Kurator Okr. Nauk. Warsz. mówi: "Znajduję 
koniecznem ponowić niejednokrotne rozporządzenia moje w przedmiocie 
najczę8tszcgo odwiedzania uczniów na stancyj ach, przeglądania ich rze- 
czy, książek, kajetów. Zauważyłem, że nie we wszystkich szkołach roz- 
porz'idzenia te spełniaj 'i się z należytą usilnością, dla tego więc pole- 
cam Panu, jako konieczny obowilłzek, abyś zwrócił szczególnlł uwagę 
swoję na tę okoliczność. Przytem obowiązany Pan jesteś jak naj suro- 
wiej przestrzegać, żeby uczniowie regularnie uczęszc;;r;ali do klalilY. Al- 
bowiem nicuczęszczanie ich, oprócz szkody we względzie naukowym, po- 
cilłga za Bob'i jeszcze i to, że uczniowie wtedy mogli się zajmować zdroż- 
nemi postępkami, za które potem Pan mo:iesz być wystawionym na od- 
powiedzialność. 
.Jedno tylko stałe zajęcie eię, tak w szkole jak i poza szkołą 
przygotowaniem zadawanych lekcyj, odwodz"c uczniów od próżniactwa' 
może ich uchronić od wszelkich zdrożnych postępków. ' 
"Oprócz tego wpajaj Pan w uczniów, że dopok'id uczęszczają do 
szkoły, powinni w zupełności oddać się nauce, unikając tym sposobem 
straty drogiego czasu i stoeunków z wał
saj'icemi lilię próżniakami, to- 
warzystwo których, z powodu młodego wieku i niedoświadczenia, może 
im być wielce szkodliwe. A przy uwalnianiu uczniów na święta, udzie- 
laj Pan pod tym względem dobrej rady ich rodzicom, żądając, żeby 
mieli troskliwy nadzór nad swemi dziećmi, przedstawiali im wszystko 
złe i szkodę, jaka może wynikn'ić z lenistwa." 
Chodzenie do k'ipieli bez dozoru starszych, zasługujących na zau- 
fanie, najsurowiej było wzbronione, w czem stosowano się do rozporzą- 
dzenia z dnia 31 Lipca 1845 r. 1\ił 4890, a ponowionego w dniu 21 
Czerwca 1850 r. 1\ił 4693, w którem Kurator poleca zwierzehnikom 
szkół "aby wspólnie z nauczycielami zwracali IiIzezególną uwagę na ucz- 



8 


niów nietIlko w szkole, ale i poza szkołą, aby mieli surowo zakazane 
kllpauie się sami i aby to było jedynie dozwolonem pod dozorem ezłon- 
ków zgromadzenia, nauezyeieli, rodziców lnb wyznaczonych starszyeh 
i doświadezonyeh osób." .. 
Do teatrn uezniom wolno było nczęszczać jedynie z wiedzą władzy 
szkolnej, za wydanem od niej na piśmie pozwoleniem i to tylko niekie- 
dy, a nawet w r. 1847 w dnin 7 Grudnia inspektór wraz z całym skła- 
dem nanczyeieli wydał rozporządzenie, zabraniaj'iee bezwarunkowo cho- 
dzenia do teatru, pod zagro:teniem wydalenia ze szkoły, w razie prze- 
kroczenia owego zakazn. Przyezyn'i podobnego rozporządzenia były różne 
nadnżycia popełniane prlez niektóryeh nezniów, jak np. sprzedawanie 
książek, zastawianie rzeezy dla zdobyeia fundnszn na kupienie biletu do 
teatrn, oraz niegrzeezne i nieprzyzwoite zachowywanie się niektórych 
uezniów w gmachn, gdzie odbywały się przedstawienia teatralne. 
Rozporz'idzenie z dnia 4 Sierpnia 1840 r. 
 2697 i następnie kil- 
kakrotnie ponawiane, poleca zwierzchnikom szkół, aby nczniowie mieli 
wybite w czapkach swoje imię i nazwisko. 
Na mocy rozporZfidzenia z dnia 4 Sierpnia 1852 r. 1Ut 7998 ucz- 
niowie obowi'izani byli zdejmować czapki i stawać frontem przed gie- 
nerałami, sztab i ober-ofieerami. 
Co miesi'ic nanezyeiele składali raporty o post
pie w naukach 
i sprawowanin się uezniów, którzy wedłng stopni zajmowali odpowiednie 
miejsea w klasie. Co miesiąe te:t karano niedbałyeh lnb źle się sprawo- 
j'icyeh, ezyli następowały straezne dla niektóryeh nezniów, tak zwane 
miesięczne wypukiwania do kom6rki. W końen roku odbywały si
 egza- 
mina indywiduaine ze wszystkich przedmiotów i we wszystkieh klasach. 
Do egzaminów takich powoływani byli wszysey nczniowie. Co do paten- 
tów wydawanych uczniom klasy czwartej w szkole kieleckiej takie by- 
ło rozróżnienie: patent z promocyją oznaezał, iż nezeń jest kandydatem 
do klasy pi'itej, a tem samem, że po wakaeyjaeh jest przypuszczony do 
egzaminn; przez wyraz patent roznmiano, :te nczeń ehociaż nie jest uzna- 
ny za kandydata do klasy pi'itej, jednak mn się nie tamnje przyst'ipie- 
nia do egzaminn, a przez wyrażenie patent -bez promocyi, nczeń nie 
uznaje się za kandydata do klasy pi'itej, ezy to dla nieusposobieoia do 
słuehania nank w klasie wyższej, czy dla wieku, lnb innego jakiego powodu. 
W każdej klasie zwykle trzech pierwszyeh nczniów otrzymywało 
nagrody w ksi'iżkaeh i po kilkn pochwały. Za język ruski była oddziel- 
na nagroda w każdej klasie. Na moey rozporządzenia Knratora Olu. 
Nauk. Warsz. z dnia 27 Marca 1850 r. Nil 2479, nezniowie kończ'iCY klasę 
szóstą mogli się nbiegać o medal srebrny za napisanie rozprawy w ję- 
zykn ruskim, na temat z chemii lnb teehnologii, a przysłany z Okręgu 
Naukowego. 
Co rok "latem nczniowie klasy trzeciej i czwartej ndawali si
 z nau- 
czyeielem matematyki na rozmiary do jednej z pobliskich wiosek, jak 
np. do Sukowa, Dymin, Bilezy, Mójczy, Cedzyny i t. p. Była to jedna 



9 


z najprzyjemniejszych chwil w tyciu uczniowskiem. W wigiliją dnia prze- 
znaczonego na wyeieczkę uczniowie za.opatrywali się w tywność na ca- 
ły dzień; jednego lub dwóch wybierali na gospodarzy, którzy obowią- 
zani byli ze składkowych pieniędzy zamówić śniadanie, obiad i podwie- 
czorek dla nauczyciela, oraz wynająć furmankę pod rzeczy i narzędzia 
miernicze. Prawie wszyscy uczniowie, udająey się na rozmiar, mieli cho- 
rągiewki. Chor'igiewki te, podobne do lanc ułańskich, z ostrem okuciem 
u do
u, służyły do wytykania. linij przy pomiarze, i niektóre, a zwłaszcza 
zamotniejszych uczniów, były bardzo piękne, z gustownemi i ozdobnemi 
wyszywaniami. Już o wschodzie słońca zbierali siEl uczniowie przed miesz- 
kaniem nauczyciela i st'id, na podobieństwo wojska, wyruszali ze śpiewa- 
mi do wskazanej wioski. Po przybyciu na miejsce i zjedzeniu śniadania 
zabierano się do pomiaru, pod kierownictwem nauczyciela. Po ukończe- 
niu pomiaru, po południu zaczynały si
 zabawy, gra w piłkę gdzie na 
błoniach wioski, a wieczorem wśród gwaru i ze śpiewami z motywów 
uczniowskich wracano do Kielc. Uczniowie klasy piątej udawali się nie- 
kiedy z nauczycielem na ekskursyj e botaniczne, zbieraj'ic po górach i 
okolicznych lasach rot'!liny. Uczniowie klaiy szóstej wyjeżdtali na kilka 
dni dla zwiedzenia fabryk i kopalni np. w Białogonie, Miedżłanej-Gó- 
rze, Suchedniowie, Sielpi, D'ibrowie. Opis jednej z podobnych wycieczek, 
przez byłego ucznia Szkoły Realnej w Kielcach, podaję w końcu niniej- 
szej broszurki. 
Akt uroczysty zakończenia roku szkolnego odbywał się w końcu 
Czerwca. O godzinie dziewi'itej rano wszyscy uczniowie, w obecności 
zwierzchnika. szkoły i całego zgromadzenia nauczycielskiego, udawali się 
do kościoła 
-ej Trójcy. Po wysłuchaniu Mszy Ś-ej wracali do jednej 
z naj obszerniej szych sal w gmachu szkolnym. O godzinie dziesi'itej, po 
zebraniu si
 władz rZ'idowych i publiczności zwierzchnik szkoły otwierał 
uroczystość stosown'i przemową, po czem jeden z nauczycieli czytał wy- 
pracowan'i przez siebie rozprawę, następnie uczniowie deklamowali wy- 
j'i tki z celniejszych autorów w językach ruskim, polskim, niemieckim i 
łacińskim (od czasu wprowadzenia łaciny w szkołach realnych), odczy- 
tywali także wypracowania swoje pod okiem nauczycieli dokonane, oka- 
zywali próby piima, rysunki, mapy, oraz plĄny gieometryczne przez siebie 
pod przewodnictwem właściwych nauczycieli zdejmowane i rysowane. 
Następnie rozdawano nagrody, listy pochwalne, czytano nazwiska uczniów 
otrzymuj'icych promocyje do klas wyższych i rozdawano patenty, przy- 
czem jeden z uczniów klasy szóstej miał mowę pożegoaln'i, w której 
wyrażał zwykle wdzięczność władzy szkolnej i żegnał kolegów. W koń- 
cn wszyscy uczniowie z całem zgromadzeniem nauczycielskiem i zebraną 
publiczności 'i udawali się do kościoła dla podziękowania Bogu za szczę- 
śliwe zakończenie prac szkolnych. Następuj'ice rozprawy czytali nauczy- 
ciele Szkoły Realnej Kieleckiej na aktach uroczystych: 
W 1846 r. Rajmund Duchnowski: "Opis miasta Kielc pod wZJJlfdem 
hiltorycznym i górniczym." - - - 



10 


W-1847 r. R. Duehnowski: "RYB hiMorytfZny prumy,łu tO POlsce." 
W 1848 r. Cyryjak Tolwiński; "0 postlIpach chemii 10 nowszych 
czaBach. " 
W 1849 r. taden z nauczy.ieli"nie ezytał 8wej rozprawy. 
W 1850 r. Teofil Borzęcki: "Instynkt pod względem moralnym uWa- 
żany." 
W 1851 r. Hipolit Swięcieki. "Nauka i Sztuka - 'ł'!/B posłłf1U mi- 
neralogii." 
W 1852 r. T. Borz
cki: "Duch badania natury." 
W 1853 r. T. Borzęcki: "0 
dach rozumowania czyli Bofizmatach." 
W 1854 r. Antoni Rogalewicz: "Związek mitdzy teo.ryją i prakty"ktJ." 
W 1855 r. lt'elik8 Warmiński: "R
t oka na historyją el8kt"YcznoB
i 
i jtj zaBtOllowama." 
W 1856 T. T. Borzęcki: "Duch badania natury" (nie wiem, my to 
ta sama rozprawa, któr=\ czytał łente nauczyciel w 1852 r., my te:! inna). 
W 1857 r. Wincenty K08iński: "0 gieologicznej 
 ziemi." 
W 1858 r. W. K08iń8ki: "O 'Życiu rollin.'f 
W 1859 r. A. Rogalewicz: ,,0 chemicznem działaniu 8trumienia 
elektrycznego. f, 
W 1860 r. T. Borzęcki: "0 Bile i formie jej objmDu. 
Rok 8. 186°/, z rozporz'idzenis Komisyi Rz'łdowej W. R. i O. P. 
8kończył 8ię dnia 10 Czerwca i aktu uroc
8tego zakończenia -roku szkol- 
nego nigdzie nie było. Nauczyciele wraz z uczniami w dniu 10 Czerwca 
udali się do kościoła, a na8tępnie po naboieństwie zebrali się w trzech 
8alach, po dwie kla8Y w kaidej, gdzie zgromadzonej młodziety rosdane 
zostały patenty, nagrody i pochwały i odezytano 'Promooyje do klas 
wyi8zych. W 1862 r. równiet nie hyło aktu uroczystego, jednak DOlat!. 
klasy 8zóstej, Donajski Felik8, odczytał tr6ściwlł, a bardllo pi
knlł mowę 
potegnalnlł. . 
P08iadaj..c dosłowny odpis mowy potegoalnej, wypowiedzianej przez 
Karola l\[ajew8kiego w 1852 r. na &kcie uromystym, podaję tako"'lł 
w końcu broszurki. 
Z pocz2łtku swego istnienia szkoła kielecka miała do zwalC'&enia 
wiele niedogodnośei i braków. P08łuchajmy 00 m6wi o Poczlłtkowyeb 
ezasaeh Szkoły Realnej Swięcicki, nauczyciel tejte szkoły, w Pami
tnjku 
Kieleekim na rok 1871, 8tr. 154: "Początki jed1lakże &ej szkoły były 
opłakane-prócz czysto nankowych pomocy i to szczupłych, innyeh bra- 
kowało. Płaca roczna nauczycielska najwytsza była 2,400 zł. Sale kla- 
80we zni8zczone, okna pojedyneze, mury wilgotne, piece ielazne, opalase 
z korytarza, podłogi chwiejlłce się; snfit był zarazem podłoglł klas na 
piętrz6. Do gabinetów zejście po zepsotych wschodach, woda i lód za- 
ciekały z dachu, laboratoryjum zamieoione na mie8zkanie strót&, apa1'a- 
ty chemiczne złotone w zawalaj'icej się komórce, gdzie okienko r6wno 
z ziemiIł, pokryte kurzem i śmieciami, na każde doświadczenie trzeba 
było 8kładki i żebraniny; kaida maszyna fizyCMa potrzebow-ła. olejku 



.1 


terpentrynowego, aby. od lat sze{;cin zaschłe smarowidłą rozpnl!cić." Je- 
dnak dzi
ki energii i staraniom inspektora szkoły i niektórycb nanczycieli 
z czasem Q8nnięte zostały powyższe braki i niedogodności. Juź w rokn 
1849 wyznaczono fundusz na doilwiadczenia i gabinet, piece saloQl dano 
kaflowe, okna podwójne, nporZłldkowano i nr
ądzono biblijotekę i labo- 
ratoryjnm, przy którem zbudQwano komin wysoki z kompasem. Kompas 
nrZ'idził Formiński, inspektór szkołl. Uczniowie bardzo wiele pomagali 
do 
bo
cenia gabinetów, zbieraj'ic i ofiarnjąc dla nich owady, rośliny, 
minerały, skamieniałości. Latem, podczas rekreacyj i wogóle w czasie 
w oln , m , spotkać można było wieln nczniów po polach, górach i lasach, 

biłlraj,\cych rośliny, owady, minerały. Każdy prawie nczeil miał jakiś, 
a często dosyć bogaty, zbiór roślin, minerałów, owadów lnb nrządzał 
sobie małe laboratoryjnm. Teoryja łączona z praktycznemi zaj
ciami, 
nłatwiała pojmowanie przedmiotn i rozbudzała ch
ć i zapał do nauki. 
Szkoła kielecka coraz większy zyskiwała rozgłos i nzoanie, tak ze strony 
władzy, jak i ogółu. Liczba teź nczniów bywała w niej znaczna. Inspe- 
ktorem szkoły kieleckiej był z początku Józef Pilz, który nmarł w 1848 
rokn. Po Pilzn mianowany został inspektorem Antoni Formiński, magister 
filozofii i ten pozostał zwierzchnikiem do koilca jej istnienia, to jest do 
roku 1862. 
A teraz podam tu w całości lub w streszczenin protokóły wizyt, 
odbytych przez różnych wizytatorów. I tak, w 1848 r. zwiedzał szkołę 
kieleck" Pawliszczew, członek Rady Wychowania Publicznego. Protokół 
owej wizyty następnj,\cy: n W dnin l i 2-m Czerwca, 1848 r. zwiedziłem 
Szkołę Wyłsz'i Realn,\ w Kielcach. Dwndniowy, ścisły egzamin prze- 
świadczył mnie w te m, te postępy uczniów prawie we wszystkich przed- 
miotach znaczne i że wykład w j
zykn ruskim większej części przed- 
miotów pocieszaj'ice przedstawia rezultaty. Czyni
 jednak nwagę, że 
wykład gieogra6i b
dzie korzystniejszy, jeżeii nauczyciel nie b
dzie się 
tuymać dawnego wydania Ansarta, które to dzieło w wielu miejscach 
błędne. W wyborze zadail na wypracowania dla uczniów nanczyciel 
języka polskiego winien zachowaa pewien odpowiedni stosunek pomię- 
dzy fiilologij'i a technik'i. Wszyscy zaś 
anczyciele powinni się starać 
odnczy6 u
zniów od prędkiego mówienia. Zyczyć by także należało, aże- 
bl w klasach niiszych, choć po jednej godziniłl, dawtłł kaligrafii wyłączny 
tego przedmiotn nanczyciel. Co się tyezy rozdrobnienia jednego przed- 
miotu pomi
dzy kilkn n:.tuczycieli- inllpektór zapobicży teron przy nłoże- 
niu rozkładu na przyszły rok szkolny, przy czem tak należy urządzić, 
.:leby język rusk.i w klasach: IV, V i VI był wykładany przez p. 
Jezierskiego. Z ksi
gi sprawowania się nczniów, jak równie z zebranych 
na miejacn wiadomości, z nkontentowanicm nie widz
 żadnych innych 
pnekroczeó, oprócz zwyczajnych-właściwych wiekowi uczącej się mło- 
dzieży. Z tego więc okaznje się gorliwość władzy szkolnej o dobro po- 
wierzonej jej młodzieży. Spodziewam si
, że p. p. nanczyciele, jak po- 



12 


przednio tak i nadal zwiedzać będą codziennie atancyje nczniów porn- 
czone ich dozorowi. 
"Pomieszczenie gabinetów, jak i całej szkoły jest ciasne, zimne 
i nieporządne. Starać si
 koniecznie należy, ażeby instrumenty i inne 
narzędzia nie oległy zepsnciu, z tego powodu trzeba ich często oglądać 
i oczyszczać. O potrzebach wszelkich szkoły nie omieszkam zrobić przed- 
stawienia do władzy wyższej." 
W Kwietniu 1849 rokn zwiedził szkołę kieleck'i Lewocki, wizy- 
tator, który między innemi pisze: "Szkołą Wyższa Realna w Kielca.ch od 
lat czterech rozwijana stopniowo, a w tym roku dostatecznie opatrzona 
zbiorem minerałów, narzędziami fizycznemi, piecem i pracownią chemi- 
czn'i, podaje uczącym się sposobność nabywania nanki z większą korzy- 
ścią praktyczną, niż teoryczuie tylko wykładanej. Wiadomości nabyte 
z chemii i fizyki objaśnione doświadczeniami, a z botaniki i mineralogii, 
roślinami i minerałami przed oczy przedstawionemi, wrażają się lepiej 
w pamięć, i na nmyśle zostawują mocniejsze przekonanie. Jakoż i ncz'i- 
ca się młodzież widząc dziś naukę stosowaną do życia praktycznego i do 
przemIsłn, z większą do niej ochotą i pilnoścI 'i przykładać się zaczyna. 
"Z czterogodzinnego w każdej klasie egzaminn przekonałem się, że 
w klasie pierwszej i czwartej w oddziale A, i w piątej większa prawie 
połowa nczniów, ze wszystkich przedmiotów uczyniła postęp dobry, mniej 
dostateczny w innych klasach, a mianowicie w szóstej, w której większa 
połowa ncz
cych si
 powinna pozostać na rok drugi, dla mocniejszego 
ngruotowanią się w nankach. 
"Prowadzenie się młodzieży szkolnej, pilnie dozorowa.nej, prócz nie- 
których nchybień małych i dziecinnych, jest w ogóle dobre i uległe. 
N auczyciele wszyscy są pracowici, zgodni i obowiązków swoich należycie 
dopełniający. 
"Wskntek ich pracy w klasach wyższych ze wszystkich przedmio- 
tów tłómaczą się nczniowie i piszą z równą łatwością w języku polskim 
i ruskim.- Co okazuje, że w nczeniu miano pierwszy wzgl'id na zrozn- 
mienie i poj
cie rzeczy, a potem na język. 
"Zwierzchnik szkoły, Formiński, cznwający pilnie nad ntrzymaniem 
porządkn, ścisłej karności między nczniami, i wykonaniem przepisów, 
zaspakaja pod każdym względem troskliwość rZ'idn. Gorliwy o dobro 
szkoły, podjął się sam trudnej antrepryzy wymurowania pieca chemicz- 
nego i nrządzenia laboratoryjnm, i tę robotę z oszczędnością dla rządu, 
tak pr
dko wykonać kazał, że jnż dzisiaj doświadczenia chemiczne od- 
bywać się mog
. 
"Inspektór szkoły przeci'iżony będąc zatrudnieniami z zarz
du wy- 
nikającemi, dozorem trzystu nczniów, korespundencyj'i ze 109 szkołami 
elementarnemi, które corocznie wszystkie zwiedzić powinien, potrzebuje 
koniecznie pomocnika i murgrabiego; lecz nim ci przez rząd przeznaczo- 
nymi zostaną, tymczasem npuważniam nanczyciela Szaumana do Z3stę- 



13 


powania pomocnika w dozorowaniu uczniów do końca roku szkolnego, 
stosownie do życzenia inspektora szkoły. 
n W podauym raporcie przez inspektora mając poświadczoną przy- 
kładną konduitę wszystkich nauczycieli, i pilność ich w obowiązkach, 
nie omieszkam każdego z nich w miarę zasługi polecić względom J. W. 
Kuratora" . 
W dniach 20-24 Maja 1850 r. zwiedzał szkołę kielecką Józef 
Korzeniowski, członek Rady Wychowania Publicznego i wizytator. Z pro- 
tokółu tej wizyty podaję tu niekt6re ustępy: "W klasie pierwszej postęp 
uczniów bardzo dobry: w języku rnskim, polskim, religii i arytmetyce; 
dostateczny w jęz. niemieckim, mniej odpowiedni w historyi naturalnej, 
co pochodzi stąd, że nauczyciel Fijałkowski dla braku dostatecznej wpra- 
wy nie wyrobił w sobie jeszcze potrzebnej w nauczaniu energii i żywości. 
"Klasa czwarta nie odpowiada wogóle staraniom uczących, oprócz 
tcchnologii i gieografii Rossyi, z których to przedmiotów odpowiedzi ucz- 
niów były zaspakajajflce, z pozostałych okazują więcej pracy niż po- 
jętności i dokładnego rzeczy wyrozumienia. Ten trud pamięci jest za- 
pewne przyczyną, że prawie wszyscy tłómaczą się prędko, niewyraźnie 
i więcej papląc niż mówiąc. 
"Z prawdziwą przyjemDością słuchałem egzaminu uczniów klasy 
piątej: Wszystkie przedmioty znalazłem dokładnie i szczegółowo wyłożo- 
ne, a przez uczniów dobrze i na rozum pojęte. Na szczególną pochwa- 
łę zasługuje wykład i postęp w chemii, także w jęz. ruskim, gieometryi 
wykreślnej, w algiebrze i bnchalteryi. 
"Postęp klasy szóstej znalazłem także zaspakajającym i przekona- 
łem się o pilności i pracowitości tej młodzieży, która i pod względem 
sprawowania się na chlubne zasłużyła świadectwo. Wykład wl!lzystkich 
przedmiotów gorliwy, dokładny i szczegółowy. 
"W ogólności znajduj'ic Szkołę Kielecką, równie pod względem 
naukowym jak i pod względem porządku i ścisłości w wykonaniu prze- 
pisów, odpowiadającą najsurowszym wymaganiom, oddaj., uiniejszem spra- 
wiedliwość równie jej zwierzchnikowi, jak i wszystkim członkom zgro- 
madzenia nauczycielskiego, oświadczaj'ic, że o zasługach i pracy każdego 
przed wyższą władzą poświadczyć nie omieszkam." 
W dniach 22, 23 i 24 l\[aja 1851 r. wizytował Szkołę Kielecką 
Smaczniński, członek Rady Wychowania Publicznego. W protokóle swej 
wizy t I, pisze: "Po przejrzeniu księgi cenzur, posiedzeń nauczycielskich, 
ksi
gi kary, po zwiedzeniu niektórych stancyj, nakoniec po odbytym 
egzaminie z każdego w szczególności przedmiotu, obj
tego instrukcyj Ił 
na tego rodzaj n instytuta, powziąłem przekonanie, że młodzież tutejsza 
w roku szkolnym bieżflcym sprawowała się i uczyła w ogólności dobrze. 
"Język ruski tak w trzech klasach niższych jak i wyższych udzie- 
lany był w tym roku ze znaczną korzyścią. Uczniowie klasy I i II-ej 
bardzo dobrze czytają po rusku i wiele maj
 łatwości w opowiadaniu 
rzeczy odczytywanych. Spodziewać się należy, że p. Smirnow, nowo- 



14 


wezwany do udzielania języka ruskiego przy tutejszej azkole w klasach 
pierwszych, post
pować b
dzie na drodze pedagogicznej za przykładem 
swego poprzednika. Zmiana nauczyciela w bież'icym roku do wykładu 
języka i literatury ruskiej w klasach wyższych, wcale nie wpłynęła na 
zmniejszenie korzyśei uczniów; owszem wnosić wypada po usposobieniu 
i gorliwości starszego nauczyciela, że przedmiot ten ze znakomitlł dla 
młodzieżl korzyści'i udzielany będzie I). 
"Arytmetyka w czterech klasach niższych udzielana była ze znacznlł 
korzyści,,; nie widzę jednak powodu, dla którego oiektóre prawidła 
dyktował uczniom nauczyciel. Z większą nierównie b
dzie korzy4cilł 
i dowodem uwagi młodzieży, gdy w klasie nawyknie do jasnego tłóma- 
czenia si
 w nauce, w której wyobrażenia tak ściśle łIłCZ" się z lIobą 
i jedne z drogich wyoikaj'i. Algiebra, gieometryja w swojem rozgałęzieniu 
instrukcyj 'i wskazana, przez różnych nauczycieli mniej więcej we wszystkich 
klasach wyższych, udzielane były nczniom z korzyścilł znakomitIł. Przy kłady 
algiebryczne i figury gieometryczne były odrobione z gustem i biegłością. 
"Nauki przyrodzone, a mianowicie: botanika, zoologij a, fizyka, 
chemija i miueralogija, udzielane były ze znakomit'i dla uczniów korzyściIł. 
Uczniowie, jak sam przekonałem si
 osobiście w laboratoryjnm chemicznem, 
w robieniu niektórych doświadczeń, okazywali znajomość rzeczy, połlłczonlł 
z łatwem ich zastosowaniem. Z fenomenów tłómaczą się jasno i z zami- 
łowaniem. Należałoby z mechaniki wi
cej zwrócić uwagę uczniów na 
część matematyczn'i' . 
"Kaligrafija i rysunki odpowiadały przeznaczeniu 8zkoły. 
"W biblijotece, w gabinetach chemicznym i fizycznym, w salach 
klasowych, mimo ścian zwilgoeonych i nadp8utych, widziałem czystość 
i porz'idek. . 
"O rzetelnym wpływie zwierzchnika tej Izkoły na dobro młodzieiy 
pod wzgl
dem utrzymania jej w karbach ścisłej uległości i odnoszenia 
z nauk korzyści, o czynnem i IIkutecznem dozorową.oiu, Izczególoiej też 
za obr
bem szkoły, przydanego pO'Pocoika, o ch
tnych usiłowaoiach 
i gorliwości każdego z nauczycieli, tak w należytym wykładzie przed- 
miotów, jak równie w niesieniu pomocy w dozorowaniu uczniów po 
stancyj ach , władzy mojej raportu z caJ, sumiennością złożyć nie 
omieszkam" . 
W dniach 21, 22, 23 i 24 Maja 1852 r., zwiedzał szkołę k_ielecq 
Józef Korzeniowski, wizytator. Oto niektóre ustępy z protokółn wizyty: 
"Uczniów Szkoły Realnej znalazłem obyczajnych, dobrze ułożonych 
i utrzymanych w przyzwoitej karności. W księdze karnej widziałem 


') Starl!ZY naucsyciel Języka rulkiego Jan Jeleniew, w dnin 28 llarca 1851 r. 
przeznaczony został na nadzorcę etatowego szkoły powiatowej w Pułtusku. a Da mieJ- 
sce jego mianowany został Ignacy Jezierski. wykładą!ący język ruski w klaBie 1 i 2-ej 
w szkole kieleckiej. na miejsce zaA Jesierskiego mlanoWaD7 młod.sym Dałlcsyeielem 
Maciej Sm.lrDow. 



15 


unotowane kary jedynie u niedbalstwo, nieuwagę i swawole młodemu 
wiekowi właAciwe; kilka razy tylko za harde stawienie się nauczycielowi, 
które wszakte z przyzwoitlł snrowościlł ukarane było. Z kontroi stancyjnych 
przekonałem się, łe stancy je uczniów przez pomocnika inspektora i nau- 
czycieli cz
sto odwiedzane były, te zatem uczniowie tej szkoły, podlegali 
ścisłemu dozorowi równie w szkole jak i za szkoł'i. 
"Postęp uczniów we wszystkich klasach znalazłem wogóle dobrym. 
Z odpowiedzi uczniów, pewnych, śmiałych i nieokaznjących wcale, aby 
tylko ich pamięć pracowała, z ich wprawy przy robotach na tablicy 
\V arytmetyce, algiebrze, mechanice, fizyce i gieometryi wykreślnej, z ich 
o(jhoty do doświadczeń chemicznych i pewności przy ich wykonywanin, 
z ćwiczeń licznych w języku polskim i ruskim, 8tarannie poprawionych, 
wn08z
 o cilłgłej i nmiejętnej pracy nauczycieli i niezmordowanem 
c.uwaniu nad ogólnym postępem nauk inspektora szkoły. 
"Na szmególnlł wzmiankę zasługuje postęp uczniów klasy II i IV 
-z nauki religii; klasy 1, II i IV w języku ruskim; klasy II i III w języku 
polskim; klasy I i II w języku niemieckim; z gieografii w klasie IV; 
z mechaniki, fizyki, technologii i chemii w klasie VI. 
"Oddajlł e zupełną sprawiedliwość zdolnościom, pracy i wytrwałości 
równie zwietzehoika szkoły, jak i wSlystkich nauczycieli, będę mial za 
miły obowiązek o tak -pot
aD1m stanie tego zakładu naukowego J. W. 
Kuratorowi donieić". 
W dniach 6, 6, 7 i 8 Czerwea 1853 r. zwiedzał szkołę kieleck'i 
wizytator SmaczniAski, "W tym przeciągu czasn, mówi on, przejrzałem 
wszystkie -księgi dotyeące porządku szkoły i karności młodzieły i po 
odbytym egzaminie przekonałem się, zo uczniowie w bieącym roku 
szkolnym odnieśli wogóle 'Znaczne z nauk postępy, łe ich sprawowanie 
si
 w mole i za mmami stkolnemi było dobre, że pomniejsze wykro- 
czenia wyoikaj'lce z niedbalstwa lub swawoli dziecinnej były właściwie 
karane; wszystko to winienem przypisać trafności, chwalebnym usiłowa- 
mom i troskliwojci zwierzchnika tej szkoły, jak równie pracy i dobrym 
chęciom nauczycieli, zmierzajlłeych do wspólnego oelu, jakim jest dobro 
tak wahej instytucyj". 
"W dniach 11, 12, 13 i 14 Czerwca 1854 roku, pisze wizytator 
Konenłowski, zwiedzałem Szkołę Wyżs:llł Realn'i w Kieleaeh. Po przej- 
nenio protokółów posiedzeń oauczycielskieh, księgi cenzur, dzienników 
szkolnych, księgi kar, kontroi stancyjnych i inwentarzów własnośei szkol- 
nej, znalazłem we wszystkicłł śeisłość i odpowiedni'idobru szkoły gorIi- 
woU ze &trony zwierzchnika, a także regularność i pilne wykonywanie 
. obowiązków ze strony nanczycitjli. Skutkiem tego jest stan szkoły, który 
pod kaidym względem odpowiada jej zasłużonej repotacyi i oczekiwaniu 
w"'y; skutkiem niezmordowanej czujności zwierzchnika sił dobre oby- 
czaje uczniów, ieh uległość i karność, a IJkntkiem regularnego i dobrego 
wykładu jest ich ochota do nauk i znaczny w oich postęp. 
"Młody Da1lCSyciel religii (ks. Brodsyński) odpowiedział dobrze po- 



16 


łożonemu w nim zaufaniu i kurii swój we wszystkich klasach wyłożył 
z należytym objaśnieniem prawd religijnych i rąoraluych, a w klasach 
wyższych dopełnił go stosownemi ćvVczeniami. Zyczyłbym tylko, aby wy- 
magał od uczniów wyraźniejszego tłómaczenia się. 
n W języku ruskim znalazłem postęp zupełnie dobry, mianowicie 
w uczniacb klas niższych wprawę w czytaniu i dokładnem wymawianiu, 
w klasach wyższych niepoślednili znajomość języka, jego właściwości 
i obrotów czysto ruskich, czego dowód mam na tłómaczeniach klasy V i VI 
przy mnie i bez żadnej pomocy dokonanych. 
"W szkole tak uorganizowanej, tak prowadzonej i stojlicej na 
takim stopniu użyteczności i odpowiedności celowi, tembardziej rażlicym 
jest zaród nieufności wzajemnej, jakichściś na niczem nieopartych podej- 
rzeń, niechęci jednych względem drugich, które grożli rozpadnięciem się 
zgromadzenia nauczycielskiego na dwie partyj e, moglice przynieść szkodę 
i całości i pojedynczym osobom. Starałem się zbadać powód tych nie- 
porozumień i widzę, że więcej trochę wyrozumiałości z jednej strony, 
a więcej skromności i uległości z drugiej, może przyprowadzić wszystko 
do dawnego porLlidku, dawniejszej harmonii, do tej jedności, jaka 
cechować powinna członków j8dnego ciała, do tej ufności wzajemnej 
i zgody, która jest jedynli rękojmilł kwitnienia zakładu naukowego." 
W dniach 23, 24, 25 i 26 Czerwca 1856 r. zwiedzał szkołę kie- 
leckli wizytator J. Korzeniowski. W protokóle wizyty między innemi 
czytamy: "Młodzież znalazłem skromnli, posmsZDIi i dobrze prowadzonli, 
a z księgi karnej widzę, że oprócz drobnych uchybień dziecinnych, 
opieszałojci i nieuwagi, żadne ważniejsze wykroczenie i żaden objaw 
nieposłuszeństwa i krnlibrności nie miał miejsca. 
"po odbytym egzaminie przekonałem się, że postęp w naukaeh 
jest wogóle dostatecznym, a w klasie VI, będlicej rezultatem pracy 
i okazujlicej skutek wykładu nauk, znalazłem znaczne rozwinięcie mło- 
dzieży i postęp ich prawie we wszystkich przedmiotach dobrym. 
"W dDiach 13, 14, 15 i 16 Czerwca 1858 r., zwiedziłem, pisze 
wizytator Smaczoiński, Szkołę WYŻ8ZIł Realnli w Kielcach. Po przejrzeniu 
księgi zapisowej, księgi cenzur, kary, kontrol, dzienników klasowych, 
księgi posiedzeń, przekonałem się, że młodzież troskliwie w murach 
szkolnych i w mieszkaniach dozorowana, że stosownie do uchybień, które 
pochodziły albo z w-ywości temperamentu, albo z nieuwagi, albo z niedbal- 
stwa, była karana, że posiedzenia miały na celu ścisłe wykonanie poleceń 
JW. Kuratora i dobro uczniów w liczbie 282 na rok bieżlicy zapisanych, 
co przypisać winienem czynnej i niezmordowanej gorliwoici zwierzchnika 
miejscowego, tudzież współdziałaniu pomocnika i harmonijnemu do jednego 
celu dliźeniu nauczycieli. 
"Ks. kanonik Brudzyński, nanczyciel religii, w czterech klasach 
wyższych udzielał tego pnedmiotu z korzyścili zadawalajliCli. Widziałem 
wiele trafności w wyjaśnieniu zasad wiary i wiele namaszczeń religijnych 
w odrobionych przez uczniów klasy V i VI wypracowaniach. 



1'1 


"Uezniowie klasy I, II i IV-ej mierne w jE4zyku ruskim uczynili 
p08t
py z powodu nadwIłtlonego zdrowia i eZE4sto opuszezanych lekcyj 
przez ś. p. nauezyeiela Smirnowa, który w dniu 2 Czerwea r. b. żyeie 
zakończył. 
"Starszy nauczyciel Jezierski wykładał język i literaturE4 rnską 
z korzyśei" znakomitlł. Z przyjemności'i słuchałem trafnego wykładu na 
doświadczenin i rozwadze zafundowanego. Wypracowania dwóch klas 
08tatnieh, dowodziły grDntownośei i chwalebnych usiłowań nauezyeiela. 
"Nauki matematyczne, to jest: arytmetyka, gieometryja i algiebra, 
udzielane były w klasaoh niższy eh z korzyścią dostatecznlł, w wyższych 
zaś z korzyścilł znacznlł. Życzyć należy, aby przykłady arytmetyczne 
uezoiowie klasy II i III-ej na czysto przepisywali, bo tym sposobem 
najlepiej utwierdzamy w pamiE4ci młodzieży drogi, jakie w rozwięzywaniu 
zadań przebywa, oraz przekonywamy si't o jej uwadze i pilności. 
"Wykład buchbalteryi nie okazał się w skutkach dostatecznym. 
Nauki przyrodzone we wszystkieh klasach, oprócz mineralogii w klasie 
szóstej, którlł uezniowie niedokładnie zapoznali, udzielane były ze znaczną 
korzyści". . 
"Historyj, powszecbnlł i gieografijlł nauczyciel Przeorliiki wykładał 
skorzyllci,. 
"Nauezyoiele Duehnowski i Przeorski język łaci6ski, zaprowadzony 
od lat dwóeh w tej szkole dla uezniów dobrowolnie na ten przedmiot 
ue

zczajlłeyeh, wykładali z korzyści Ił znaczną. Z miłem zadowoleniem 
patrza.łem na młodzieł, która z takli łatwośeilł tłómaczyła autorów 
prr.epi8anych i stotowała prawidła gramatyczne, jak gdyby się tego 
jtazyka od lat kilku ucz.vła. 
"Oprócz odbytego egzaminu znajdowałem 8i
 na doświadczeniaeh 
cbemicznyeb w laboratoryjum i przekonałem siE4 naocznie o wprawie 
młodzieży w praktycznem otrzymywaniu wypadków z połlłezenia lub 
8kładu eiał wynikajlłeych." 
_ W 1859 roku zwiedzał 8zkołę kieleckIł wizytator J. Korzeniowski 
i tak pisze o tej wizyeie: 
"W dniu 10 i 11 Czerwca 1859 roku zwiedziłem Szkołę Wyższą 
Realnlł w Kieleach. Po przejrzeniu wszystkieh ksi'ig do porządku 
szkolnego naleł'ic>:eh pr.zek
)Oałem s!
, że zakład te.n naukowy 
rowadzony 
był ze zwykłlł śCisłośCi Ił I pożytkiem dla młodzieży. Rówme z księgi 
kar, jak i ze świadectwa zwierzchnośei szkolnej, tudzież z opinii ogólnej 
jaklł majlł uczniowie, wnoszę, że sprawowanie się ich było dobre i dozó; 
nad nimi, równie w szkole jak i za szkolił surowy i sumienny. Egzamin 
przekonał mnie o znacwym postępie uczniów w naukach, odostatecznem 
ieb rozwinięciu i przygotowaniu czy do słuchania nauk w wyższych 
układach naukowych, czy do zawodów innyeh, jakie sobie obiorlł. 
Wogóle tIkutek praey nauezyeieli jest dobry, w szczegółach zanotować 
winienem, że z nauki religii, z j
zyków polskiego, ruskiego, oiemieckiego 
i 7 
yi naturalnej w klasach Dił..zy.b. · gieogrofii wa 



18 


wszystkich, z niektórych części matematyki wyższej, fizyki i ehemii, 
znalazłem uczniów daleko lepiej usposobionych i przygotowanych do 
odpowiedzi ciągłych, o własnych siłach, okazuj'lcych, że rzecz dobrze 
pojęli i poprawnie się z niej wytłómactyć umieją, niż w arytmetyce 
w klasie III i IV-ej, w algiebrze w klasie V, w buchhalteryi w klasie 
V i VI-ej. Dla uzupełnienia kursu buchhaIteryi koniccznie potrzeba, żeby 
każdy uczeń miał wzory ksiąg i wiedzi:lł dokładnie jak się one prowadzą. 
Ryeunków widziałem dosyć, odrobionych starannie, więcej jednak potrzeba 
wprawiać uczniów w rysunki ręczne, zwłaszcza teraz, gdy każdy może 
mieć wzory tak dobre i tanie. Potrzeba także w klasach niższych przy- 
uczać uczniów do dokładnego i szybkiego rysowania rozmaitych figur 
na tablicy, uważałem bowiem, że uczuiowie czterech klas pierwszych 
i figury gieometryczne kreślą niezgrabnie i nieśmiało i wogóle przy tablicy 
są lękliwi i jakby z nią nieoswojeni. 
"Gabinet fizyczny, biblijotekę i gabinet historyi naturalnej znalazłem 
w porządku. W kancelaryi nie dostrzegłem żaduych zaległośei," 
W dniach 8, 9, 10 11, 12 i 13 Listopada 1860 r. zwiedzał szko- 
łę kielecką Sten der, wizytator, członek Rady Wychowania Publiczuego. 
Oto uiektóre ustępy z protokółu wizyty: "W szkole Kieleckiej znalazłem 
klasy nazbyt liczne: w klasie I - 106 uczniów: w kI. II - 100; w kI. 
1II-98; w kI. IV-79; w kI. V-77; w kI. VI-33;-ogółem 393 uczniów. 
Pomimo tak znacznej liczby, wymagaj'lcej niezwykłej i ei'igłej pracy ze 
strony inspektora i nauczycieli zakładu, zwłaszcza w klasaah nitszyeh, i 
sprawiającej prawie niepokonane trudności pomy
lnego wykładu nauk, 
mogę otwarcie powiedzie
, przejęty szacunkiem dla tak uczciwych i szla- 
chetnych usiłowań, jakie si
 okazaly w ci'igu ścisłego egzaminu,-że i 
nauczycicle i uczniowie wyszli z chwałą z tej walki umysłowych usi- 
łowań, przyjmując w rachubę i to, że egzamin odbywał się w pierw- 
szej połowie bieżącego roku szkolnego. Rozumie się, że nie mogły przem- 
knąć się przedemną i niektóre słabe strony, nieodłączne od wykładu 
w licznych klasach, lecz wszędzie spotkałem-tę główną, szczerą gor- 
liwo
ć, z jaką ZWiCł'zchno
ć i nauczyciele starają się o usuni
cie zauwa- 
żonych przezemnie braków, co bez wątpienia uda im si
 osilłgnąć w koń- 
cu roku szkolnego. Post
py uczniów wogóle były bardzo dobre." 
O Jezierskim, nauczycielu jęz. ruskiego, takie zdanie wyraził: nJ
- 
zyk ruski w cztcrech wyższych klasach doskonale wykłada pan Jezierski . 
Zajmując, jak się samo przez się rozumie, i paUli
ć uczniów, lecz wcale 
jej nie obciążaj'ic, posługuje się wszelkiemi pedagogicznemi sposobami, 
ażeby przykuć i mimowoli pociąguąć za sobą ich uwag
, a przez jasne, 
dokładne i krótkie określenia, bezustannie wskazując na praktyczne ich 
zastosowanie, wdrożyć w nich gruntowuą znajolO08ć języka ruskiego. 
Pau Jezierski uczy nietylko słowem, lecz i swym przenikliwym głosem, 
każdcm wejrzeniem, każdym gicstcm, bez zaprzeczenia króluje on w swych 
klasach, a gorliwa praca jego w zupełnoHci wieńczy się nujpomyślniej- 
szemi postępami uczniów." 



19 


W końcu czytamy: nSkreśliwszy bieg odbytego przezemnie egza- 
minu, mUsz
 teraz 'Yznieść się wyżej, do pierwotnego źródła, z którego 
wypływaj" te bardzo pocieszaj"ce rezultaty, do głównej spr
iyny wpra- 
wiaj"cej w działanie i troskliwie w niem utrzymującej wszystkie, roz- 
. maite i szcz
śliwie dobrane siły umysłowe, złączone w tym pi
knym 
zakładzie, skierowuj'ic je wszystkie z rzadką i niezmordowan'i gorli- 
wości" do jednego wielkiego celu: do wykształcenia i wycbowania tutej- 
szej młodzieiy. Mówi
 ja tu o inspektorze zakładu,-o panu Formińskim. 
nUczony ten i dowwiadczony pedagog, jui odda.wna znany władzy, 
.; tym razem znóW usprawiedliwił w zupełności zaufanie, z jakiem poległ 
J. W. Kurator na jego zdolnościach i gorliwości w służbie, wybrawszy 
go na zwierzchnika Szkoły Wyższej Realnej w Kielcach. I rzeczywiście, 
szkoła ta z kaidym rokiem widocznie wzrasta I}od jego dobroczynnym 
wpływem: zaufanie. rodziców jest nieograniczone, napływ uczniów ze 
wszystkich stron niedouwierzenia, i więcej niż szkoła jest ich w stanie 
pomieścić, z powodu corocznie wzrastającej ciasDoty w klasach. Oko 
zwierzchnika czuwa nad \\ szystkiem i nad wszystkiemi; wszędzie i we 
wszystkich gał
ziach zarządu szkolnego, w klasach i pn za klasami, na 
stancyjach, w kancelaryi, biblijotece i gabinetach, w zarz ądzie !?;OSPO- 
darczym,-wsz
dy S'i ślady rzadkiej i wzorowej gorliwości insl}ektora, 
o czem jak równie o wielu innych zasługujących na l)ochwałę rzeczach, 
co znalazłem w tej szkolc, nie omieszkam donieść władzy:' 
nSprawowanie się uczniów w ogólności wzorowe, o czem przeko- 
nałem si
 z ksi
gi kar ikontrol, k.tóre się znajduj'i na stancyjacb ucz- 
niowskich. Nieznaczne dziecinne swawole, a niekiedy opieszałość w niż- 
szych klasach, ści"g;\ły na siebie odpowiednie, ojcowskie ukaranie." 
Rok szkolny 18 6 °/n rozporządzeniem Komisyi Rządowej W. P. 
i O. P. skończył się wcześniej, mianowicic 10 Czerwca. Wakacyje 
trwały do 1 Lutego 1862 r. Zapis uczniów trwał od l do 10 Lntego. 
Cztery klasy niżRze przeszły Da giillnazyjalne-filologiczne, dwie zaś wyższe, 
to jest V i VI, pozostały na dawniejszych zasadach Szkoły Realnej, 
wzmocniono tylko w nich od jednej do trzech godzin tygodniowo wykład 
j
zyka i literatury polskiej. Dawna jednak nazwa: Szkoła Wyższa Realn& 
pozostała do końca roku szkolnego. Uczniowio klasy piątej już nie koń- 
ezyli klasy szóstej wedłng planu Szkoły Uealnej, lecz przeszli do gimna- 
zyjum na rok szkolny ]86
/1. W kłasie piątej w r. 1861/62 było uczniów 
59, a w szóstej 37. 
W dniu 19 Września 1857 roku w Darmsztacie podpisaną została 
przez N aj jaś n i ej s z e g o P a n a ustawa o stypendyjach rzą(lowych. 
Stypendyja były dwojakie: jedne dla biednych uczniów, każde po rs. 100, 
przeznaczone były dla gimnazyjów, szkół wyższych realnych i wszystki('h 
szkól powiatowych. Drugie, po rs. 150, były przeznaczone dla uczniów 
odznaczających si
 szczególnemi zdolnoJiciami do nauk matematycznych 
i technicznych. Pomienione stypendyja były dla Gimnazyjtlm Realnego 
w Warszawie, Szkół Wyższych Realllycb, Sz!\.oły S..tuk Pięknych 



20 


w Warszawie i Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Ma- 
rymoncie. Na pierwsze wyznaczono ze skarbu Królestwa Polskiego 
17,000 rs. rocznie, a na drogie 8,000 rB. rocznie. W szkole kieleckiej 
w r. szk. 185 ' / 8 po rB. 100 pobierało stypendyja 9 uczniów, a po 150 
rs.-5 uczniów; w 185 8 /, r. po rs. 100-11, a 'po 150 rB.-2; w 18"/'0 
r. po rs. 100-8, a po 150 rs.-t; w 18'0/ 61 r. po rB. 100-11, po 150 
nie otrzlmał ładen uezeń szkoły kieleckiej. 
W podanej niżej tablicy dla skrócenia podaję liczb
 uczniów 
wyznania prawosławnego, greko-nnickiego, luterańskiego i mojżeszowego, 
reszta, pozostała od ogólnej liczby, katolicy. 


Liczba l>-, 
 =. 
- R l i i j 
nczniów 0= 


 .B
 e g a 
':i.£ 
 . 
s::>..... 
Rok E ag, :E.
 f ol> o:e 
 
E::s 1>-,.- =..- ':i I>-, = .lo! o:e 
"'= 
'" ..
- E:! Et 
 Et 
szkolny .... .

 Q- Q .
 o 
jtg -
 ::s-,,=-g 1>-,- o:e 0.101 '" lO 
=0 OQ .s
-"= ...... ':S ....Q "&. .. 
.. .. 

 = o b N o "'- '" 
"'.... =8 ....oEt Et .. = r::I oM 
._ -o ol;- o::> o:e "8' 
s::>. s::>. 
s::>. o 
 
 Et 
!t .. .s .. 
 
s::>. ,Q - 
 1'01 
184 5 / 6 242 231 168 - - 2 - -6 2 
184'/, 322 310 226 - - 3 - 7 1 
184 ' /. 353 323 190 20 15 2 - 6 2 
184 8 /, 305 287 174 21 9 1 - 8 1 
18 u / 313 300 194 22 16 2 2 8 1 
50 
18 50 / 335 322 199 21 17 4 3 10 - 
II 
185 1 / 1 348 330 208 16 13 7 1 8 1 
185 1 / 1 373 345 222 21 15 7 1 11 1 
185 1 / ł 345 322 240 23 19 5 1 7 - 
185 ł /. 281 265 186 26 20 3 1 11 __2 
- 
185 5 / 6 280 265 183 27 25 2 1 11 - 
185'/, 261 243 163 24 23 3 1 8 - 
185 ' /. 282 274 203 14 13 7 1 7 - 
185 8 /, 365 350 235 38 34 7 2 5 - 
18 59 / 407 400 295 29 26 6 2 10 1 
60 
18 60 / 493 .4,70 317 30 21 5 2 14 3 
61 
186 1 /1 368 353 
67 37 37 3 2 11 - 
Ogółem 56731539013670 369 303 69\ 20 1 1.4,7\ 15 



21 


Oprócz tego w Szkole filologicznej, b
dlłcej przy Szkole Realnej 
było: _ 
W 184 1 /. uczniów 88 w pierw. półroczu, 86 w drog., otrzymało promoc. 69 
W 184'/, " 57 " n 57 " " " 44 
W 184'/. " 25 " " 21 " " " 11 


Stan biblijoteki i gabinetów. 


I. Blblljoteka w 1845 r. posiadała: 
1) 2,630 numerów dzieł, 2) w 4,455 tomach, 3) pism peryjodycz- 
nIch 403 toml, 4) atlasów i kart gieograficznych 151, 5) pojedynczych 
egzemplarzy rysunkowych 497, 6) rękopismów 26 tomów. Wartość tego 
wszystkiego wynosiła: rB. 5,468, kop. 68. - W 1862 roku: 1)-3,333, 
2)-5,669, 3)-752, 4)-255, 5)-833, 6)-26. Wartość rB. 8,635, 
kop. 69. 
II. Gabinet matematyczny, ftzyczny I chemiczny p08iadał narz
dzi 
i przyrz-.d ów w 1845 r.- 782 egzemplarzy, warto'ci rs. 1,320 kop. 69. 
w 1862 r.-l,363" "rB. 3,408 kop. 38. 
III. Gabinet mineralogiczny posiadał: 
W 1845 r. 3,364 egzemplarzy, wartoŚCi rB. 471 kop. 36 
W 1862 r. 4,0
8" " 670 kop. 6 
IV. Zbiór roślin wynosił w 1862 r. 2,511 egzemplarzy, wartości 
225 rB. a oprócz tego było jeszcze 180 przedmiotów zoologicznych. 



" 


N az-vviska ucznió-vv, 


którzy ukończyli Szkołę WYŻSZał Realnał 
w Kielcach. 


"'\V" 1848 rok..: 
l. DomagaIski Władysław 9. Offert Alfons 
2. Fruziński Radosław 10. Offert Aurelijusz 
3. Kamocki Feliks 11. Pomianowski Feliks 
4. Kozłowski Józef 12. Stodolnicki Kazimierz 
5. Kozłowski Konstanty 13. Straszewicz Michał 
6. MakuIski Zygmunt 14. Toczyski Roman 
7. Niedbał Dyjonizy 15. Wilczyński Albert 
8. Nowakowski Ferdynand 


l. Baader Jan 
2. Fabijani Jan 
3. Grabowski Antoni 
4. Iwanicki Ignacy 
6. Kasprowicz Teofil 


"W" 1849 roku: 
6. Kędzierski Władysław 
7. Krakowski Ludwik 

 
8. PraŻInowtl!ki Edward 
9. Urbański Henryk 


"W" 1850 roku: 


l. Bierzyński Feliks 
2. Bierzyński Karol 
3. Chajęcki Józef 
4. Filipski Honory 
5. Frankowski Aleksander 
6. Gralewski Jan 
7. Grotowski Alfons -f, nnJ. j,J,.- 
8. Kalicieński Michał 


9. Kalinowski Szczepan 
10. Kowalski Ignacy 
11. MiernicJri Józef 
12. Pinko Stanisław 
13. Skorntowski Stefan 
14. Strnsiński Henryk 
15. Surmacki Wojciech 
16. Wilkoszewski Ludwik 



23 


1851 roku: 
10. Rybarski Edward 
11. Rybarski Walery z meda- 
[lem srebrnym 
12. Schmidt Karol 
13. Syktowski Alfred 
14. Sudowski Maciej 
15. Trepka Stanisław 
16. Zakrzewski Roman 
17. Żwan Leon 
1S52 roku: 
8. Remiszowski J ulijan 
9. Stroński Szymon 
10. Zaremba Rudolf 
11. Zarzecki Józef 
12. Zarzecki Włodzimierz 
13. Złotnicki Henryk 


"W' 


1. Dobek Julijan 
2. Gumowski Adam 
3. Kruszyński Władysław 
4. Kuliński Władysław 
5. Laurysiewicz Władysław 
6. Pawłowski Tomasz 
7. Przemyski August 
8. Rembiszewski Aleksander 
9. Różycki Ludwik 

 
1. Eppler Leopold 
2. Gawroński Feliks 
3. Grell Protazy 
4. Grodzki Konstanty 
5. Laskowski Aleksander 
6. Łatkiewicz Teofil 
7. Majewski Karol z m. srebro 
""\V" 1853 roku: 
9. Prau8s Antoni 
10. Rzepecki Adam 
21. Skulski Stanisław 
12. Stebelski Edward 
13. Studziilski Franciszek 
14. W ędrychowski Alfred 
15. Zarzecki Stanisław 


1. Adamski Józef 
2. Biechoński Oktawijusz 
3. Chłopecki Władysław 
4. Lisicki Bolesław 
5. Łempicki Adam 
6. Okorski Franciszek 
7. Paklerski Władysław 
8. Podolski Słaniław zm. sr. 


""\V" 
1. Andrzejowski Antoni 
2. Bobrowski Henryk 
3. Bzowski Henryk 
4. Fercncowicz Antoni 
5. Geppert Bronisław 
6. Górski Józef 
7. Kiełczewski Ludwik 


1S54 roku; 
8. Komornicki Stefan 
9. Kowalski Leon 
10. Kwiatkowski Julijan 
11. Lisicki Władysław 
12. Nowakowski Feliks 
13. O korski Aleksander 
1-1. Straszewicz Antoni 



24: 


15. Trąbczyński Tomasz 1 '1. Zagrodzki Julijan 
16. Wierzbiński Maciej z me- 18. Zarzecki Władysław 
[dalem srebrnym 19. Ziemnicki Władysław 

, 

 1855 roku.: 
1. Borkowski Tadeusz 12. Lisicki Henryk 
2. Borzęcki Bolesła.w 13. Mieszkowski Seweryn 
3. Brzozowski Julijusz 14. Nowak Jakób 
4. Bukowwski Julijan 15. Rogoziński Tomasz z me- 
5. Bzowski Bolesław [dalem srebrnym. 
6. Chrzanowski Stanisław 16. Schindler Andrzej 
7. Drylski Walery 17. Schmidt Franciszek 
8. Jasiński Józef 18. Swierczewski Erazm 
9. Kiedrzyński Kamil 19. Zaborowski Gustaw 
10. Kiniorski Kazimierz 20. Zaborski Antoni 
11. Kondaki Włodzimierz 

 1856 roku: 
1. Bie£.boński Wojciech 14. Mazurkiewicz Adam 
2. BoRowski Roman [z medalem srebrnym. 
3. Bzowski Stefan t5. Schram Tadeusz 
4. Chłopecki Bolesla w 16. Sikorski Bronisław 
5. Dobrzański Julijan 17. Sikorski Julijan 
6. Grabkowski Roman t8.Slaski Stefan 
7. Jastrzębski Antoni 19. Sojczyński Aleksander 
8. Jezioro"",ski Wojciech 20. Swierczewski Teofil 
[z medalem srebrnym. 21. Sz1ąszkiewicz Polikarp 
9. Jodłowski Lucyjan 22. Wędrychowski Ludomir 
10. Koszutski Kazimierz 23. Wilski Roman 
11. Kozierowski Stanisław 24. Wojciechowski Cezarjusz 
12. Luqie
ski Kazimierz 25. Wysocki Jordan 
I ,. 
1/i;; 1O.../u1aW 
"'W" 1857 roku: 
1. Borkiewicz Seweryn 6. Jentys Adam _ 
2. Borkiewicz Michał 7. Kulczycki Władysław 
3. Borkowski Jan 8. Lewandowski Gustaw 
4. Borzęcki Leon z med. sr. 9. Łatkiewicz Romu.ald 
5. Gruszczyński Antoni 10. Łuniewski Romuald 



11. Newelski Wiktor 
12. Plebiilski Paweł 
13. Reinhold Władysław 
14. Russocki Julijan 
15. Russocki Stanisław 
16. Rzadkowski Michał 
17. Swierczewski Lucyjan 
18. Szartowski Henryk z me- 
[dalem srebrnym. 
"W" 1858 roku: 
1. Bigoszewski Aleksander 8. Rochetin Stanisław 
[z medalem srebrnym 9. Slaski Teodor 
2. Katarzyński Marceli 10. Szczepański Paweł 
3. Korytko Eugienijusz 11. Tutajewski Władysław 
4. Koszarski Leopold 12. Wilczyński Władysław 
5. Ochocki Bronisław [z medalem srebrnym 
6. Pollini Włodzimierz 13. Wysocki Tomasz 
7. Ramlow Wiktor 
"W" 1859 roku: 
1. Andrzejowski Konrad 18. Noskowski Stanisław 
2. Aksamitowski Michał 19. Pączkowski l\Iarceli 
3. Czaplicki Piotr 20. Pigłowski Ludwik 
4. Dobrzański Władysław 21. Pożarski Jan 
5. Filanowicz Józef 22. Sawiński Stanisław 
6. Gawiiiski Walery 23. Sencow Mikołaj 
7. Glixelli Wojciech 24. Sienicki Władysław 
8. Jasiński Władysław 25. Sikorski Józef 
9. Kliem Euzebijusz zm. sr. 26. Siwczyk Wojciech 
10. Korytko Roman 27. Sojczyński Gottard 
11. Kossowski Henryk 28. Stępkowski Józef 
12. Krosnowski Jan 29. Szczepanowski Stanisław 
13. Kwiciński Stanisław z m. sr. 30. Tirpitz Leopold 
14. Kwiecień Feliks 31. Tomaszewski Fortunat 
15. Latzko Franciijzek 32. Urbanowski Michał 
16. Libiszowski Antoni 33. V ogdt Bolesław 
17. l\Iirewicz Władysław 34. Zarębski Teofil 


25 


19. Wędrychowski August 
20. Wolicki Bolesław z meda- 
[lem srebrnym. 
W olicki Władysław 
W orowski Wacław 


21. 
22. 
23. 


Zawadzki Bronisław 



26 


-w- 1
60 roku: 
1. Anc Dominik 14. Kiliński Emilijan 
2. An4rzejowski Lucyjan UJ. Kokosiński Erazm 
3. Auleitner Wacław 16. Kraus Antoni 
4. Barzykowski Władysław 17. Przybylski Władysław 
5. Biechoński Ludomir 18. Russocki Zygmunt 
6. Dygasiń . dolf _ 19. Rzewuski Napoleon 
7. anta Stanisław 20. Sencow Aleksander 
8. Głębocki Teofil 21. Sikorski Franciszek 
9. Jakóbkiewicz Andrzej 22. Slosarski Antoni 
10. Januszkiewicz Gracy jan 23. Solnicki Władysław 
11. Jaworski Wiktor zm. sr. 24. Szuwalski Józef 
12. Jentys Franciszek z m. sr. 25. Tiede Leopold 
13. Jo
el Wincenty 26. W ędrychowski Inocenty 
"W' 1
61 roku: 
1. Bolechowski Józef 12. Morawski Władysław 
2. Bukowski Aleksander 13. Poncet Aleksander 
3. Czerny Henryk 14. Przyłęcki Bolesław 
4. Grudziński Stanisl,aw 15. Schindler Wincenty 
5. Guttner Karol 16. Schwartz Stanisław 
6. Holewiński Wacław 17. Skórski Władysław 
7. Janowski Józef 18. Sojczyński Franciszek 
8. Katarzyńs
i Michał 19. Swięt'?chowski Andrzej 
9. Lembke Alfred 20. Szenk Edmund 
10. Łukaniewicz Antoni 21. Zawadzki Jan 
11. Mazurkiewicz Konstanty 
W 1862 roku: 
1. Bilewicz Ignacy 10. Giergielewicz Teofil 
2. Bojarski Ludwik 11. Godlewski Mścisław 
3. Bratkowski Michał 12. Grad Dominik 
4. Byczkowski Aleksy 13. Kamieński Stanisław 
5. Czajkowski Stanisław 14. KrUger Roman 
6. Czaplicki Jan 15. Kuleszyński Bolesław 
7. Dąbrowski Aleksander 16. Knrtowski Izydor 
8. Donajski Feliks 17. K wiciński Mieczysław 
9. Gąsiewski Jan 18. Lembke Konstanty 



- - 
19. Li8icki Aleksander 
20. :Michalczewski Ludwik 
21. Nie8iołow8ki Broni8ła w 
22. Pace Alfred 
23. Pigłowski Kon8tanty 
24. Relidzyński Emilijan..... 
25. Russocki :Maksymilijan 
26. Rzewu8ki Broni8ław 
27. Schmidt Bolesław 
28. Skolor8ki Stanisław 


21 


29. Skórski Henryk. 
30. Smorągiewicz Władysław 
31. Swierczkowski Nikodem 
32. Tirpitz Teodór 
33. Włodarski Stefan 
34. Wójcicki Józef 
35. Wolski Bolesław 
36. Wolski Teofil 
37. W yszkowski Konstanty 


1"Ta "1.1czycie1e 
Szkoły Wyższej Realnej 
w Kielcach. 


Od którego do któ- 

 IMIĘ I NAZWISKO re go roku był nau- 
czycielem w Szkole 
Realnej Kieleckiej 
1. Bazylewicz Kajetan . . . . 1852 - 1854 
2. Borzecki Teofil . . . . 1849 - 1862 
3. K8. kanonik rudz yńsk i Franciszek, 
- - - -[prefeKf 1853 - 1862 
4. D
W8ki Rajmund. . . . 1845 - 1862 
5. Dylewskl Konstanty ---;-- . . . 1850 -1855 
6. Ern8t Ferdynand . . . . . 1853 - 1854 
7. Fijałkowski Jan . . . . . 1849 - 1850 
8. Filanowicz Pallady . . . 1845-18&2 {od 1850 
-- - 
pomocnik inspektora) 
9. FormiiIski Antoni, in8pektór . . 1848 - 1862 


---- 



28 


Od którego do któ- 
.. rego roku był nau- 
K!! IMIĘ i NAZWISKO czycielem w Szkole 
Realnej Kieleckiej 
10. Górnicki Szymon . . . . . 1847 - 1862 
11. Horoszewicz Wincenty . . . 1845 - 1849 
12. Jakubowski Hipolit . . . . 1845 - 1849 
13. Jeleniew Jan . . . . . . 1849 - 1851 
14. J ezierski Ignacy . . . . . 1845 - 1862 
15. KoslIlski W mcenty . . . . 18IÓ - 1858 
16. Kroemer Robert . . . . . 1855 -.1862 
17. de Lippa Fryderyk . . . . 1845 -1846 
18. Nawrocki Walery jan . . . . 1858 - 1862 
19. Ks. Olszewski Hieronim, prefekt 1845 - 1853 
20. Panceram Mikołaj . . . . 1845 - 1846 
21. Pilz Józef, inspektór . . . 1845 - 1848 
22. Przeorski K !!iryn --J . . . 1850 -1862 
23. Rogalewicz Antoni . . . . 1853 - 1859 
24. Rogójski Józef . . . . . . 1859 - 1862 
25. .H o szczyn --Pa ty d . . . . . 1858 - 1862 
26. Salamonowicz Tomasz . . . 1847 -1849 
27. Schroeder Stanisław . . . . 1845 - 1846 
28. Skurzyński Francisze
 . . . 1845 - 1853 
29. Smirnow Maciej - 1851 - 1858 
. . . . . 
30. SJri!lers
i 
 ózef . . . . 1846 -1855 
31. 
wi
ckl Rt lpolit . . . . . 1845 - 1862 
32. zauman ._ -aIusław . . . 1845 - 1856 
33. T o ł wl ń s k l ey ry j mr- . . . . 18-17 - 1853 
34. Werruiński Feliks . . . . 18-15 - 1862 


Do wykładu religii prawosławnej w Szkole Realnej Kieleckiej nie bJło 
oddzielnego ducbowneg/l, a wykładali ją nauczyciele j
7.yka ruskiego, za 
osobnym w
nagrodzeni,'m po 75 rs. rocz'1ic, począwszy od r.1849. I tak 
wykładali: 'od r. 1849 - 1851, Jeleniew Jan. 
od r. 1851 - 185H, Smirnow Maciej. 
od r. 1858 - 1862, Roszczyn Paweł. 



29 


Religij'i ewangielick'i wykładali następuj'icy pastorzy, z płac'i 45 rs. 
rocznie: 
1. Riitscher Fryderyk, od r. 1845 - 1849. Po śmierci Rotschera 
(13 Patdzieroika 1849 r.) zawiadywał parafiją kieleck'i ewangielick
 
pastor radomski: 
2. Stockman Jan, zjeżdżaj'ic do Kielc w pewnych odstępach cza- 
su. W czasie bytnoś,?i swej w Kielcach udzielał po kilka godzin uczniom 
szkoły kieleckiej i p08t
py ich w nauce religii przysyłał do kancelaryi 
szkolnej. 
3. Kliem Karol-Wilhelm, od 1850 - 1853. 
4. Lembke Edward, od 1853 - 1862 r. 
Nauczycielami śpiewu kościelnego, z płac'i 90 r8. rocznie, byli: 
1. Nowakowski Jakób, od 1845 - 1846. 
2. Kasprzykowski Ignacy, od 1846 - 1852. 
3. Buziacki Stanisław, od 1852 - 1855. 
4. Grabowski Stanisław, od 1855 - 1862. 


Urzędnicy kancelaryi Szkoły Kieleckiej: 


1. Czerwiecki Józef, sekretarz, od 1845 - 1862. 
2. Rapacki Wojciech, pisarz, od 1845 - 1846. 
3. Sakowicz Leon, pisarz, od 1846 - 1862. 
Dozorcami ()l.II,iI.bKH) uczniów przy Szkole Kieleckiej od 1853 do 
1862 r. byli: 1. Tiss Józef. 2. Boczkowski Adam. 3. Lubanda Tomasz. 
4. Hkrzypczyński Wincenty. 5. Boniecki Franciszek. 6. D'ibrowski Ale- 
ksander. 7. Ostrowski Józef. 



..
 


DODATEK. 


:al.l:c>
a pożeg:n.a1:n.a, 
m i a n a n a a t G i e li r o G z 
 
 t} m z a t o ń G Z e n ia r o t li S z t o I n e 
 o 


28 Czerwca 1852 roku 


przez 
H a r o l a 1'I a.i e ""'" s k i e g o, 
ucznia klasy VI Szkoły Realnej w Kielcach. 
Zakończy liśm l oto jeden okres naszego tycia, stajemy na progu 
daleko obszerniejszego, na wstępie do nowego, prawie nam nieznanego 
gościńca, po którym dalszą odbywać mamy pielgrzymkę. Niech mi tet 
wolno będzie przemówić słów kilka w tak wa
nej dla nas wszlstkich 
chwili, niech mi wolno będzie wynurzlć dziś to, co oddawua zrodziło 8i
 
w mej duszy, a co dziś wyraźniej i tywiej, nit kiedyindziej, w niej 8i
 
odzywa! 
Kilka lat ubiega, lat błogich, pełnych pierwszych wrałeń, podobnych 
do życia spędzonego na ustroniu, jak umysł młodociany zacz'ił się kształ- 
cić pod Waszym Szanowni Zwierzchnicy, dozorem. Kilka lat zaledwie 
ubiega, jak z sercem, przepełnionem rado03cilł, jakiemś dziwnem, niewy- 
powiedzianem ucznciem czy przywi'izania, czy nadziei, wstE4powaliśmy 
w te mnry z wyrazem powitania na nstach: kilka lat przebiegło, mign
- 
ło 8i
 tylko, przemknęło jako cień, jak jedna chwila, a mI oto żegnać 
się przychodzimy! 0, ild w tej chwili nowych uczuć się rodzi, ileł 
i pociechy, razem i boleści przeszywa nasze dusze!... Wspomnienie 
ubiegłych, szczęśliwych lat dzieciństwa, chwil pracy i mozołn, trudów 
i przeszkód, wspomnienie światlych, uczciwych lndzi, co nam pomagali, 
nami kierowali, rady we wszystkiem i pociechy użyczaj'ic, co nam 
zast=ipili rodziców, opiekunów i wltzystkich, wspomnienie owego kole- 

eńskiego łycia, miłości i 
yczliwości braterskiej, i nakoniec myśl, te to 
wszystko już opuścić i połegnać nam przychodzi-razem dziś się zebrało, 
aby ugodzić w rozdarte żalem i tęsknot'i serca. I mote nie bylibyśmy 
w stanie wypowiedzieć tego wszystkiego, co czujemy, cobyśmy chcieli, 
aby na zewnlłtrz nas się przelało! 



31 


Bo jaUe nie czuć i nie żałować tego, co tak nagle w jednej chwili 
traeimy?. Tutaj łyliśmy błogo, żyliśmy szczęśliwi, pasmo krótkich dni 
naszych, było ciągiem jedynie marzeń, dziwnych. pomysłów o świecie, 
o doskonałości, o chwąle, o idealnem szcz
ściu. Swiat znaliaimy! tylko 
z teorycznej, pięknej jego strony, a dziś, dziś przychodzi go nam podo- 
bno z obydwóch stron poznać, dziś z pustelniczego, samotnego, że tak 
powiem, życia przechodzimy do gwaru towarzystwa, na scenę ścierań 
się uczucia z rozumem, namiętności ze świętości'i obowi'izków, gdzie 
równie wielkie cnoty, jak i najokropniejsze występki znajduj 'i miejsce 
i swoich zwolenników. I jaUe będziemy przyjęci w owym gwarze?.. 
Jakiei tam miejsce zaj'ić potrafimy, lub jakie nam zająć pozwolą?. 
O świecie! na samym wstępie rzncamy ci nasiona nieskalanej cnoty 
nieposzlakowanej niewinności, obyśmy tylko znaleźli u ciebie tyznI gru nt 
na owe pełne nadziei nasiona, oby tylko nie padły na skałę, na nie n- 
rodzajD'i glebę, a śmiało ręczyć możemy za bogaty plon i obfite ziarno! 
Bo dotlid prowadzono nas, kierowano nami, strzeżono kroków na- 
szych; zbliża się który do otworu przepaści, zaledwie kroki jego przy- 
bierają ku niej kierunek, zaledwie kilka ich zdoła postawić, jnż słyszy 
za aob" te opiekuńcze ojcowskie słowa: "Dziecko kochane! Obróć swe 
kroki na inn'i drogę, bo oto przepaść przed tobli! 
A w świecie, w świecie, czyż znajdziemy podobn'i radę, czyi znaj- 
dziemy owę cznwaj'icą bezprzestannie opiekuńczli rękę?. Zaiste, nie 
znamy dobrze świata, nie motemy o nim śmiało wyrokować, ale nie raz 
sdarzyło nam się słyszeć &noże i widzieć, te nietylko owej pomocy, ale 
nawet przestrogi nie napotkamy_Moje zdarz'i się tacy, co czycb&Ć będ'i 
na naszą zgubę, którzy nas gotowi popchnlić do owej przepaści! 
Ale nie mamy potrzeby lęk8Ó się podobnych uprzedzeń, nie trzeba 
się trwotyć, bo z temi zasadami i z tym gruntem, jakiośmy tu odebrali, 
śmiałym mof.emy na drodze życia postępQWaó krokiem. Hel. wdzięczno- 
ści, ile przywi'izania winniśmy W &Dl Szanowni Przełożeni i Opiekunowie? 
Dał więc boleści i przykrości cznć dziil mnsimy, gdy nam Was przy- 
chodzi pożegnać i oddalić się na zawsv.e! 
Racz przyj'ić Szanowny Dyrektorze ostatnie wyrazy naszego serca, 
racz przyj..ć zapewnienie dozgonnej dla Ciebie wdzitczności, miłości 
i przywi'izania, a nigdy nie przestań być, choć myśl'i dla nas Tym, 
jakim dot'id dnsz" i czynem byłeś. My wychodzimy, oddalamy się dzi- 
siaj, może na długo, na bardzo długo, ale blidź pewnym Szanowny męf.n, 
te serca nasze wcilif. dla Ciebie bić będlł, f.e pamięć o Tobie i Twoieh 
radach z nami zawsze f.yć będzie! 
Ioże w dziecinnej niewiadomości, 
ale nigdy z przyczyny złośliwego serca, zakrwawiliHmy nieraz Twoje 
ojcowskie serce, może doznałeś f.alu i smutkn, gdyśmy rad Twoich nie 
wypełniali? Daruj nam, daruj to dzisiaj i pozwól, aby ładne przykre 
wspomnieoie nie mlłciło tej szczęśliwej w tyciu naszem chwili, abyśmy 
mogli wyjść wtem błogiem przekonaniu, te jak byłeś ci 'igle dla nas 
najlepszym ojcem, tak i pobłogosławi8z nas jako dzieci swoje! 



32 


A Wy Szanowni Profesorowie! najbliigi naszego serca i dU8zy, 
którzy z takiem poświęceniem i z takłi nsilnością obrabialiście naszą 
stronę nmysłową i moralną-duchową: raczcie przyjąć ostatnie dziękczy- 
nienia i potegnania wyrazy! Wy rl'as nauczyliście poglądać na świat 
i widzieć w nim cuda, Wy r"ztwarliście nam oczy, pokazaliście bogate 
skarby i drogi, jakiemi ich sznkać trzeba, Wy daliście nam to, co 
w katdej chwili i o katdej dobie, w katdem miejscn stanowi najisto- 
tniejsze człowieka bogactwo,-Wy daliście nam nank
!.. A my cóż dla 
Wa8 uczynimy, cóteśmy dotąd zrobili?. W jakich bądź tedy tycia wy- 
padkach, w jakichkolwiek okolicznościach, imiona W &sze zostan
 dla 
nas świętemi i nieraz jeszcze i bardzo często, gdy ncznjecie w sercach 
waszych jakiś rodzaj wzruszenia, jakiś rodzaj dziwnego nczucia, wtedy 
pomyślcie sobie, że my rozproszeni po przestronnym świecie, podlegli 
rotnym potrzebom i wypadkom, wzywać Was będziemy, albo 8zukać 
podpory w W &Szych radach lub zanosić będziemy dziękczynne modły do 
Najwytszego za Wasze powodzenie, za Wasze szczęście! I mote kto 
w tej chwili zimny i zniechęcony do świata, do ludzi i do ich 8erc, 
pomyśli sobie: wszystko co on mówi jest tIlko formą, jest jedynie 0- 
bowiązkowem wynurzeniem kłamanych nczuć,-mote kto zarznci naszej 
8zczerości... nie nwierzy gło80wi serc na8zych? 0, toby mn motna odpo- 
wiedzieć, że są nczucia, 81ł potrzeby dU8zy, których w żaden sp08ób 
kłamać nie można, które nawet w słowach tak nie zajaśnieją, jak 
błY8zczą w 8wem źródle, w dn8zy. Nie patrzcie więc Szanowni Nasi 
Przełoteni na wyrazy tylko, ale sznkajcie w nich myśli, prawdy i szczero-- 
ści, szukajcie tego celn, w jakim dziś do Wa8 przemawiamI! 
Teraz do ciebie głos chc
 obrócić Szanowna PnblicZDości, któraś 
tak licznem zebraniem si
 podniosła do wysokiej godności tę naszą 
uroczystość. Nie jeden z nas zapisze się w grono członków Twoich, każdI 
by pragn"ł odpowiedzieć godnie swemn wybranin, ilet więc względów 
i pobłatania na pierwFzy wstęp potrzebować b
dzie od Ciebie, Szano- 
wne grono zgromadzonych. Raczcie nas przyjąć z tem przekonaniem, 
te zarody dobrego i cnoty, mając sobie od natnry dane, nie zostały 
w nas zaniedbanemi; te nie jeden z nas jest w stanie godnie odpowie- 
dzieć położonemn w nim zanfanin i wszystkim warunkom towarzyskiego 
tycia, byleś(jie tylko na pierwszy wstęp otoczyli go pobłaianiem i mieli 
wzgląd na jego młodość i na jego przyszłość. 
A W y, drodzy mojemn sercu koledzy, czyż potrzebujecie jeszcze 
w tej chwili zapewnień z mojej strony o braterskiej miłości i przywi
- 
zaniu?.. Wychodzimy oto w świat, jednakie uczucia napełniają nasze 
serca, bo niepewność, obawy, a może i trwogi. Jesteśmy podobni w tej 
chwili do owego chłopi
cia, co wychowawszy si
 w pnstelniczej chat- 
ce, bierze kij osiwiałego pielgrzyma, i z sercem pełnem tycia, i z pier- 
sią pełnił wiary,-z taką podporą oddala się od swego dobroczyńcy 
i własnych sił swych próbować pragnie! A kiedy wyjdzie za granice, 
dotąd nieoglądane, gdy 8pojrzy na ogromną przestrzeń rozci
ającą się 



33 


przed jego okiem, na rómorodność przedmiotów, tę przestrzeń zapeł- 
niaj"cych, zlęknie się swojej 8miałości, bo nie poczuje tyle sił w sobie, 
aby jlł mógł przebyć,-i gdzie:! znajdzie pomoe, gdzie ów drogoskaz, 
coby mu ściełki życia jego wyznaczył, jeśli nie w owych radach i na- 
ukach starego pielgrzyma, których się tyle od pierwszyeh chwil łycia 
nasłuchał? I my także bracia,-koledzy, wstępujlłc w nowy, zupełnie 
nieznany kraj, w nowe łycie, gdzieł szukać mamy pomoey, je8li nie 
wtem wszystkiem, e08my przez lat kilka zbierali w szkołach? Postę- 
pujmy wi
c na drodze łycia 8miałym i pewnym krokiem, nie rozpa- 
czajmy w przeciwno8ciach i w przykryeh okoliezoo8eiach losu nie 
nprzedzaj m l się do 8wiata, lndzi, ani do siebie samyeh, ale wzilłwszy 
sobie za godło i hasło: "Slnłyć uczciwie społeczeństwu, dąłyć do do- 
bra ogólnego i odwdzięczać się dobroezyńcom naszym i rZlłdowi, 
wszelkiemi siłami starajmy się dopi"ć tak wysokich celów! Wszak pa- 
miętacie i nigdy tego nie zapomnijcie, jakie zasady łycia wpajał 
w nas Szanowny Zwierzchnik; wszak na każdym krokn wołał do nas 
po ojcowsku: "Dzieci pamiętajcie, łe cnota, cnota praktyczna, jestto 
wypełniaoie swoich obowiIłZków." W jakimkolwiek tedy będziecie sta- 
nie starajeie się do tej mY8li stosować, starajeie się jlł zgłębić, a pe- 
wny jestem, że szczęście nasze b
dzie możebnem, że zawsze zadowo- 
lenie w Bobie samych znajdziecie! Z tlł więe zasadlł i z mocne m po- 
stanowieniem, aby jlł wypełniać, obierajmy Bobie rółne zawody, a je8li 
z nas który odpowie godnie swemu powołaniu, jeśli się w niem za- 
służy, wszystko to, a przynajmniej w większej daleko części, Tobie 
winien będzie Zacny Mętu, Szanowny nasz Zwierzchniku! 
Żegnamy Cię więc-bo może już nigdy nie b
dziemy mogli Cię 
ogl
ać, żegnamy Cię może na zawsze, leez w tem pożegnaniu jeszeze 
ra
 Ci
 zapewnić motemy łe obraz Twój, kałdy jak najdrołszy skarb 
będzie przy sercu nosił do 8mierei. 
Żegnamy Was także całe Szanowne zgromadzenie nauczycielskie, 
rozstajemy się na długo. KaMy z nas wynosi ogólnlł wdzięezno8ć, ale 
niemniej kaidy z nas winien Wam szczególne uczucia, które przyrzeka 
na wieki doehować! Pobłogosławeie nas, i dozwólcie, aby łódka naszego 
łycia, naszych nadziei, odepchnięta od Waszego brzegu, płyn
ła spokojnie 
po burzliwym oceaoie ziemskiego ływota, opatrzona ojcowskiem Waszem 
błogosławieństwem. 
Szanowne Władze Rzlłdowe, J. W. Radco Stanu, Prezesie! I) raczy- 
li8cie zaszczycić sw(d" obecno8cilł nasz popis, przyjmijeie nale:!ne od nas 
dzięki i raczcie być przekonanymi, ił wychodzimy st
d z tlł zasadIł: 
łe Rz
owi winniśmy opiek
, nauczycielom nankę! 
Blldźcie zdrowi i Wy drodzy koledzy, bo podobno ostatnia to ehwi- 
la, w której tak razem jesteśmy. Rozlecimy się jak liście z jesiennego 


l) Preseaem I¥U kryminalnego, rad
 etanu był Karcseweki. 



84 


drzewa, po oałym świata. obsZ8rze
... który! wie
 co g9 w życl'ił, 00- go 
w pielgrzymce jego ziemskiej czeka?... Moie nieraz spotka jeden dru- 
giego, może jeden. znajdzie si
 w SZCI!;
ścj., a drugi w przykrzejszym 
losie; w niedoli; ale nigdy nie przestan1emy być tem dla siebie; czem 
chili jesteśtny)-kolegami z duszy i serca, braćmi i WBpóluemi dziećmi 
jednych rodziców) jednej matki. Nieraz je8zcrr.e, gay w brogich cbwm.ełt 
zejść sit} będziemy mogli) ubarwiać je będziemy wspomnieniami ze szkol- 
nego łycia) z owyoh wspólnych prac, starań i mozołów; nieral! jeszcze 
rozradąje się Berce nasze, gdy usłyszy o którym z- nas, dOBi
gaj'łCJ1D. 
jakiegoś znaczeoidf jakiejś godności, i cieszyć się b
dzie; gdy sobie 
powie: "Ach to mój kolega, to moioh lat młodzieńczych przyjaciel." 
B
dżcie więo zdrowi, b'idźcie szczęśliwi i- nigdy nia przesłaiłcie- by
 
wspólnie mi
dz.y BOb'i tom, czem dot
d byliście, nie zapominajmy nigdy 
o teIn, czego od nas cała ludzkość, i cały kraj rodzinny wymaga! I nie 
spuszczajmy tego z uwagi, łe nietylko sami :ł.yjemy, czojamy, ale ł. 
sił inni, którzy zarówno tyć i czuć umiej
! 
Żegnam was nakoniec szkolne stare mory, kłór6Ście tyle mło- 
dziety w Bobie mieściły, z których tyle pami'itek kąłdy z nas wyno- 
si, bo tn kaidy rozwinł.. swój umysł, ukształcił serce tu nakoniec- nie- 
jeden zbierał tryjumły, zaszczyty., a dzi"?-dziś to wszystko 0puszozaĆ'mu8i1:.. 
A kiedy w głębokiej może starości niejeden z nas od-medza&\ 
was b
dzie, przybiegnie do tych ścian, do tyoh samych. mote ła
, 
i z roz
olonem, z rozdarte m żalem i:tęskno
 sercem, oałbwaó je b
"de; 
łzami wzruszenia obleje, bo tn przepędził najpięknitYsz
 OZ42l1ó- lłWoj8@'o- 
łycia, bo tu tył, Baczęśliwy, nie myśląo o przywoAoi- i, ani pnypulZ- 
czaj

, ł.e jakie'_ boleści i przykrośe.i mogił i8tnie
 na świocie!';.. A ja- 
keśmy wst
pujlłc do tego gmachu, do tych miejsc świ
yoh i do-tyoo' 
obow:iązk'Ów świ
ty.ch, zaczynali czyny nasze od Boga, tak i dziś opono- 
czaj
c je, wychodz
c z tych praw i z tych obewi
ków, pójdźmy-o bracia. 
uderzy-ó. czołwu przed Jego tronem. i ł
cząc modły DMze z modłami 
kapłaJ;la
 dl!i
knjmy Najwyłszemu za wszystkie dobrodziejstwa i pro.y- 
Go o pQlJlOO i, łask.., abyśmy przyczynić sit} (Mgli do dobra ogól.nege, 
bye pociech", rodzin.r" pożytecznymi krajowi i wiernymi poddaoemi 
N ajj a8niej szego Monarchyl 


. 



Opis wycieczki. 
odbytej w 1855 r. przez uczniów klasy VI Szkoły Kieleckiej, 
do Miedzianej Góry i SieI pi, 


przez 
Włodzimierza Kondakiego. 


W r. 1855 uezniowie klasy VI Szkoły Wy:tszej Realnej w Kielcach, 
pod przewodnietw6m nauezyciela chemii i teehnologii, Rogalewicza i nau- 
e
cieJa mineralogii i gieologii, SwiCiciekiego, udali siCi na ekskursyj'i 
parudniow'i do Miedzianej Góry i stamtąd do rZ'idowego zakłada pu- 
dlingarni i walcowni żelaaa w Sielpi. . 
Na kilku parokonnyoh furmankacb, zaopatrzeni w odpowiedni'i 
prowizyj., siedZ¥ po kilku na wiązkach słom" kilimkami przykrytej, 
W]jechaliŚD1y z miaNa w porz
dku i cicholtci, eskortowani przez nau- 
czycieli na ostatniej f8rmance we dwóch jadl}Cyoh. Za rogatk'i 8taro- 
W
lIzaw
 około karczmy, wówezas zwanej FersztMówk'i, rozległ się 
na jedneJ a- fur8tanek śpiew z ówezesnych motywów szkolnlcb. Pomimo 
turk?tn kół, aa chwilę wszystka młodzie:! chórem powtarzała zwrotki. 
Komki chłoplkie biegły szybko, a MM
 jak zwyezajnie młodym, jeszcze 
prędzej. Niebawem dojethaliŚlnY do Miedzianej Góry. 
Podówezss były &u prowadzone przez oiejakiego Kłosowskiego 
bardzo głCibokie i kosztowne poszukiwania rud miedzi, i dla tego na.u- 
ezyeiel Swi
icki, postanowił skorzyetać z okazyi i pra.ktycznie zazna.jomi6 
JQłodzieł z przedmiotem. Zatrzymaliśmy się przy karczmie. Zwvłsmzy 
nu, Swi
ieki oprowadzał sw'i rzesz
 po starych zrobach dawnej kopalni, 
J1(} s¥iedaich wzgórzach, złożonych ze skał rójnorodnyeh i na wyniosłym 
pagórku, gdzie dotąd- je8zcze stoi kaplica, wykładał pod gołem niebem, 

eoryjlł oaadZ8Dia się z wody morskiej rótnych 8kał, teoryją podniesieil 
I opadaA 8kompy ziemskiej, oraz czynników, wytwanająeych rudy 
m
ta1iczoo, w łonie ziemi nkryte. Wykład trwał parę godzin. Zasłuchani, 
wllwkielQ otoczlliśmy dokoła, kochanego prawdziwie profesora i. nie bIło 
znać uśmiechu na młodych twarzach, z trudności'i zazwyczaj ulegaj'icych 



36 


poważniejszej myśli. Cudowne widoki dalekiej panoramy gór Dymińskich, 
miasta Kielc i Karczówki, zielone doliny, a przytem wywołane obrazy 
niezmiernie odległej przeszłości, bałwanów morskich, krusz'lcych w róinych 
epokach gieologicznych skały dawniejsze"'i iłobi'icych te właśnie doliny- 
usposobiłl nasz umysł o tyle poważnie, że schodZlłC z góry, milczeliśmy 
wszyscl, zadaj'ic od czasu do czasu szanownemu profesorowi pytania, 
w zwi'izku z treści" jego wykładu b
dłlce. Swi
cicki katdemu z anielek'i 
cierpliwościIł, przystaj'ic na spadkach, odpowiadał i powstał'i wyjaśniał 
w'itpliwość. Po zejściu z góry kaplicznej, wszyscy bez wyj'itku udali 
się do szybu, od strony Kostomłót po za wsi'i Miedziana Góra zgłębio- 
nego. W tym szybie naówczas pracowało kilkunastu ludzi. Szyb dubel- 
towy, jak go ocenił Swięcicki, wzorowo odbudowany, przlkryty był tak 
zwan'i jat'i, czyli szoP'i z tarcic. N ad szybem była urz'idzon'i winda, 
do wyci'igania osobno wodl, osobno ziemi i rudy. Z tego powodu szyb 
był podzielony na trzy części; w środkowej, od góry do samego dołu, 
podzielonej balami, były przymocowane drabiny i tak zwane bony czyli 
przystanki, słuł'ice do odpoczynku ludziom przl schodzeniu i wychodzeniu 
z kopalni. Pod przewodnictwem miejscowego sztygara, któremu Swi
cicki 
polecił wprowadzi
 młodzież do kopalni i objaśni
 szczegóły robót gór- 
niczych, cembrowania, i samej pracy, dokonywanej kilofem, w znacznej 
większoici, zeszliśmy po drabinkach pod ziemi
. Przestanków czyli bon 
było 10; łe zaś kaida drabina miała długości 4 8łłtnie, więc szyb cały 
był gł
boki na 40 8Iłłni, i schodzenie po drabinach, ukośnie w przedziale 
umocowanych, trwało z gór'i 20 minut, a ten przecifig czasu wydał nam 
się niezmiernie długim. Na samym dole pozapalano wszystkie, jakie 
były, lampki górnicze, i co drugi uczeil. przyświecał sobie i nast
pnemu. 
Id'ic za sztygarem po chodniku poziomym, widzieliśmy po obu stronach 
na prawo i na lewo, powycinane tak zwane sztreki czyli galery je 
śledcze. Gdlśmy się jut przypatrzyli obudowie na chodnikach i spo- 
sobowi posuwania kibli z rud'i i ziemi", po listwicach ku szybowi, 
ponieważ było bardzo ciasno dla kilkuDl
Btu ludzi w jed.nem miejscu, 
sztygar skierował nas w najciekawszy punkt, do przodka roboczego, 
gdzie dwu górników, przy świetle lampek, robiło tak zwan'ł podcinkę 
kilofami, trzeci, siedz'iC, sortował rud
 i nakładał w kibel, ą czwarty 
wywoził j'i czyli śleprował. 
W łupkach ilastIch, ciemno szarych, a jak przy świetle lampek, 
prawie czarnych, tkwiły gniazdka błyszcz,cych pirytów łelaznych i liczne 
naloty lazuru miedzi. Same łupki szare, jak nam objaśnił Swi
cicki, 
były ubog'i rudli, tak zwan'i miedzi'i szarIi i włdnie z powodu, że ta 
ruda była ubog'i, musiano zaniechać dalszlch robót posznkiwawczlch, 
kosztownych dlatego, iż był bardzo silnI napływ wody podziemnej, kil- 
ku bowiem ludzi bezuBtannie wycilłgało wod
 z kopalni beczkami. Pa- 
miętam wrażenie nieprzyjemne z powodu zagęszczonego powietrza kop- 
ciem z lampek i oddlchaniem kilkuuastu ludzi... Wszystkim było duszno, 



3'1 


śpieaZlliśml teł z powrotem ku szybowi, gdzie z przljemnojci" kałdl 
odetchOfił swobodniej. 
Wychodzenie z kopalni trwało znacznie krócej, bo kałdl rad był 
jak najpr
dzej wydobyć się z podziemia na świat bołl. Nie jest za- 
prawdę w stanie wyrazić uczucia błogiego zadowoleoia, na widok świa- 
tła dziennego-ten, kto pod ziemi" nieprzlj
mnych nie doświadczył wrałeill 
Wypocz"wszy pod jat" i zdawszy sprawę czekaj"clm na nas nauczy- 
cielom, udaliśmy się razem w kierunku karczml ł furmanek z prowizyj". 
Zapracowaliśmy uczciwie na obiad, a poniewat łoł'idki młode, przyzwy- 
czajone do regularnego posiłku południowego, pozostawały czczemi bli- 
sko do godziny 4-ej, więc też z wilczym apetytem rzuciliśmy si
 na za- 
pasy. W życiu swojem nie pami
tam, czy kiedykolwiek pótoiej zajada- 
łem coś smaczniejszego nad bułki, serdelki i zimne mięsiwo, zapijane li- 
ch" wod" miedzianogórsk'i. _ 
O godzinie pi"tej wsiedliśmy znowu na furmanki i z odgłosem pio- 
senek, wesoło podrótowaliśmy dalej. 
W Barakach czyli w Bobrzy, gdzie przy szosie pod gór" stoi mur 
olbrzymi, pami,tka głupoty ludzkiej i gdzie istnieje stok, zwany "pon- 
czowym" z powodu, łe przy budowie rzucano do niego głowy cukru 
i lano z baryłek arak, a potem racwno si.. ponczykiem, wysiedli8'my dla 
zwiedzenia tych ruin i obejrzenia skał czerwonego piaskowca, obnażone- 
go pod gór". Konie wytchn
ły tutaj przez kwadraos. Napiliśmy si, cZI- 
stej, krynicznej wod, i pojechali dalej. W Mniowie, równie:ł. w ci"gu 

wadransa, zwiedziliśmy kamieniołom wapienia przy samym kościele 
I ju:ł. pótnym zmrokiem dotarliśmy do Sielpi, gdzie uprzedzony o przy- 
byciu młodzieły zawiadowca miejscowy ś. -p. Zawadzki Przlj"ł wszyst- 
kich na nocleg. 
Olbrzlmi dom piętrowy, murowany, majlłcy pozór hotelu, z kory- 
tarzami pośrodku, móg łb l pomieścić i dwa razy więcej ludzi. Uczniowie 
rozlokowali się na dole, nauczlcieli zabrał gospodarz na piętro. Po wlpól- 
nej kolacyi, nanoszono suopów słomy do naszych pokojów, rozesłano j" 
grubo i przykryto dywanami, a poniewał zabrakło poduszek, więc po 
d!,
e, trzy i czterl głowy spoczywały na jednej. Śmiecb, śpiewy, tarci- 

I I koncepty sypały się, jak z rogu obfitości. W całym domu wrzało 
Jak w ulu, od głosów ludzkich. Nareszcie koło północy wlzystko ucichło, 
zasn
liśmy i lIpali prawie do siódmej rano. Po śniadaniu udali'ml lię 
wszyscy do zakładu, gdzie nauczyciel, Rogalewicz wykładał nam pra- 
ktyc
ie proces pndlingowania żelaza, pozostaj'ic z nami przez cały Cza8 
tr.wama jednej szaliy, to jest od chwili załojenia zimnej surowizny do 
pieca pndlowego, aj do chwili, gdy wytworzona z tej surowizny bryła, 
czyli lupa łelazDa, była przekuta pod młotem pudlowym i etała się kolb,,_ 
Przy robocie kroczem czyli dr
em łelaznym, próbowaliśml kolej- 
no zAst
pować robotników. Ci
tka to była robota nad siły nasze! Roga- 
lewicz wyjaśniał naru proces odw
glania sl1Tllwiznl i wskazywał stopień 
temperatury ognia w rółnIch momentach pudlowania, p rz ljmuj"cego 



8S 


rówe, lit. do }Ji.łollci, odciooia 
olor6w. PneWiśmy połom do piec6w 
8zwejsawych, gdzie kolby grzano powtórnie na biało i poddawano je na- 
It
pnie pod walce, z pOll1i
dzl k'órych wychodziło gotowe łelazo 
w sztabach. 
 
Obojr
aW8zl w szczegółach cał.. maszyneryj, walcowni, przeryso- 
walijm:: od r
ki profile pieę6w, ogl,daliśmy suszaroie drzewa i Dollce do 
obcinania łelaz&, pa zimno, .. ukoilczywlZY tł. nauk.. praktlczn.. około 
godziny trzeciej po południu i ,potYW8ZY wlJpaniałl obiad w domu go- 
ścinnego gospodarza zakładu, o godzinie pi¥ej weiedliśmy na furmą.oki 
zdyajllc z powrotem do miąsta i SzkoJy. 


KONl
C. 


1\ \\. 
l
, ,
 
,
 
'v\ 
,


 



8S 


rówe, lit. do }Ji.łollci, odciooia 
olor6w. PneWiśmy połom do piec6w 
8zwejsawych, gdzie kolby grzano powtórnie na biało i poddawano je na- 
It
pnie pod walce, z pOll1i
dzl k'órych wychodziło gotowe łelazo 
w sztabach. 
 
Obojr
aW8zl w szczegółach cał.. maszyneryj, walcowni, przeryso- 
walijm:: od r
ki profile pieę6w, ogl,daliśmy suszaroie drzewa i Dollce do 
obcinania łelaz&, pa zimno, .. ukoilczywlZY tł. nauk.. praktlczn.. około 
godziny trzeciej po południu i ,potYW8ZY wlJpaniałl obiad w domu go- 
ścinnego gospodarza zakładu, o godzinie pi¥ej weiedliśmy na furmą.oki 
zdyajllc z powrotem do miąsta i SzkoJy. 


KONl
C. 


1\ \\. 
l
, ,
 
,
 
'v\ 
,


 



37 
f?aJ 1?qb 
-.J .5;i«o